16.01.2012
poniedziałek

Komputery na liczydła

16 stycznia 2012, poniedziałek,

Jak tu nie żądać autonomii, kiedy Warszawa bezmyślnie niszczy nasze projekty? – pyta kolega – lekarz (do tego z Sosnowca) klnąc przy tym na dalsze dewaluowanie karty chipowej Śląskiej Regionalnej Kasy Chorych. Tym razem związane z wypisywaniem recept.

Zanim o kolejnym bzdurnym pomyśle centrali NFZ, to spieszę uspokoić wszystkich gorączkujących się w związku z apelacją Prokuratury Okręgowej w Opolu w sprawie rejestracji Stowarzyszenia Osób Narodowości Śląskiej – poczekajcie do najbliższej „Polityki”. A w niej do filozofii rodem z „Mistrza i Małgorzaty” Michaiła Bułhakowa i do słów Korowiowa, sługi szatana Wolanda, który ma za zadanie wymazanie (przez zniszczenie szpitalnych papierów) istnienia pisarza na radzieckiej ziemi: skoro nie ma dokumentów, to nie ma też człowieka. Skoro w żadnym oficjalnym dokumencie nie ma wzmianki o narodowości śląskiej – piszę to jako „narodowość polska” – to znaczy, że jej nie ma?

Ale, póki co, wracajmy do naszych baranów: zgodnie z zarządzeniem prezesa NFZ z połowy stycznia – od lutego nie będzie możliwa realizacja recept (na leki refundowane) wydrukowane przy użyciu śląskich kart chipowych. Sprawa dotyczy 4,6 mln mieszkańców Śląskiego. Dla nie mających pojęcia, gdzie leży pies pogrzebany, wyjaśniam: taką kartę z nazwiskiem Jan Dziadul i z zakodowanymi wszelkimi danymi personalnymi – w przychodniach i szpitalach (w sumie w 2,5 tys. zakładach opieki zdrowotnej) wkłada się do czytników i drukuje recepty. Miesięcznie ok. 3 mln sztuk! Lekarze wypisywali tylko nazwy leków, zasady dawkowania, stawiali swoje pieczątki – i koniec! Przyspieszało to pracę lekarzy, ułatwiało farmaceutom – w komfortowej sytuacji byli pacjenci, bo aptekarze nie musieli już sprawdzać np. czy PESEL się zgadza.

Niebawem nasze karty mają mieć taką samą wartość, jak karty bankowe po terminie ważności. Żadną. Recepty, zgodnie z zarządzeniem prezesa NFZ, mają być od początku do końca wypisywane ręcznie. Te drukowane nie spełniają bowiem wymogów nowego prawa. Trudno się więc dziwić, że śląskim lekarzom otwierają się noże w kieszeniach. To koszmar dla nich i aptekarzy. Zarządzenie każe im bowiem cofnąć się w czasie o 12 lat, kiedy karty chipowe weszły w życie – to tak, jakby (ktoś trafnie porównał) zamienić dzisiaj komputery na liczydła. Toż to sabotaż dotychczasowych rozwiązań, których Śląskiemu zazdrościła cała Polska!

A może w tym rzecz: po co na Śląsku mają mieć lepiej, kiedy już mieli?! I nie chodzi tylko o karty chipowe. W ramach interpelacji poselskich padło pytanie pod adresem ministra zdrowia: dlaczego – przy podobnym potencjale ludności, ilości szpitali, łóżek itp. – Mazowiecka Kasa Chorych dostała z NFZ prawie 2 mld zł więcej (odpowiednio 9 mld zł i 7 mld zł) od ŚKCh?

Nawet totalnym przeciwnikom autonomii trudno teraz nie dywagować – przynajmniej w zakresie służby zdrowia – a może ma ona sens?

***
Gospodarka, głupcy! Dla Ślepra bilans gospodarczy Śląskiego` 2011 jest budujący, choć nie do końca, dla Warszawiaka – dołujący. Pragnę poinformować W., ze firmy w KSSE nie płacą tylko części podatków. Taka jest filozofia działania specjalnych stref na całym świecie. Zawsze jest coś za coś.

Gdyby np. Opel na dzień dobry miał płacić sto procent, to by go nie było i nie byłoby, przy okazji, dobrych prognoz dla województwa wynikających choćby z faktu, co zauważył Waldemar, że 70 proc. PKB tworzą małe firmy, można powiedzieć: prywaciarze, kapitaliści! Często kooperujący z Oplem i jemu podobnymi. Jeszcze 20 lat temu było to nie do pomyślenia.

Dalej: jeśli dzisiaj Opel miałby w strefie płacić cały podatkowy wachlarz, to w pół roku rozebrałby fabrykę do fundamentów i przeniósł produkcję na Ukrainę (przymiarki już były).

Co do JSW to uważam, że gdyby wcześniej weszła na giełdę (w Warszawie i Londynie, jak NWR) z całym zapleczem koksowniczym – to już mogłaby być śląska marką przynajmniej na europejską skalę.

Wszystkim odwzajemniam życzenia na 2012 rok: aby nam się dobrze działo!

31.12.2011
sobota

Gospodarka, głupcy!

31 grudnia 2011, sobota,

Jaki był rok 2011? W czasach nieustannych narzekań na wszystko, spróbujmy poszukać jaśniejszych punktów starego roku. A jest w czym wybierać i przebierać! Dzisiaj o gospodarce, bo słynne powiedzenie Billa Clintona: gospodarka, głupcze! – jak ulał pasuje do dzisiejszego Śląska.

Bez wątpienia trzeba do jasnej strony mocy zaliczyć lipcowy giełdowy debiut Jastrzębskiej Spółki Węglowej – pierwszej śląskiej górniczej firmy na warszawskim parkiecie. Nie brakuje opinii, że start był generalnie słaby, bo ceny akcji nie poszybowały w górę. To nieprawda: zważywszy na okoliczności towarzyszące debiutowi – należy go uznać za sukces. Choćby w tym sensie, że działaczom związkowym nie udało się zawrócić JSW z drogi na parkiet. A robili, co mogli.

Przypomnę: referendum przeciwko prywatyzacji; zapowiedź strajku przeciwko prywatyzacji; groźba blokowania wysyłki węgla – także przeciwko prywatyzacji. To nie mogło pozostać bez echa. Jeżeli nawet na papierze wychodziło, że spółka jest dobra i ma przed sobą świetne perspektywy, to przecież zakup akcji oznaczał dla inwestorów, że bierze się je z dobrodziejstwem inwentarza – z przeciwnymi prywatyzacji silnymi związkami zawodowymi, które niedługo przed debiutem zaklinały publicznie, że zrobią wszystko, aby nie dopuścić JSW na giełdę.

Oczywiście, że na tle znakomitej koniunktury na węgiel koksujący debiut nie był „wejściem smoka”, ale swoje też zrobiły wszechobecne na giełdzie w połowie roku minorowe nastroje, związane z wiszącą w powietrzu grecką (i nie tylko) tragedią, zawirowaniami w strefie euro, a także pogarszająca się sytuacja gospodarcza USA. W sumie: JSW wypadła dobrze, a w 2012 r. – po zamknięciu budowy Grupy Węglowo – Koksowej – jej akcje powinny ostro pójść do góry.

Kolejne wydarzenie z gospodarczej sceny warte odnotowania, to 15 – lecie (obchodzone w połowie roku) Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Bez niej nie byłoby możliwe utrzymanie przez Śląskie czołowego miejsca na gospodarczej mapie kraju, nie byłaby możliwa zmiana przemysłowego „czarnego oblicza” w środkowej części województwa: w Górnośląskim Okręgu Przemysłowym i Zagłębiu Dąbrowskim.

Budowa strefy rozpoczęła się wraz z budową w 1996 r. fabryki Opla w Gliwicach. Była to pierwsza i do tej pory największa inwestycja w KSSE. Sztandarowa. Znak Opla zaczął jak magnes przyciągać europejskie i światowe firmy związane z motoryzacją. Do tej pory General Motors zainwestował u nas ok. 3 mld zł. Zatrudnia 3 tys. pracowników. Dzisiaj to jeden z największych polskich eksporterów – wartość zagranicznej sprzedaży Opla w 2011 r. wyniosła 1,5 proc. całego polskiego eksportu.

KSSE zajmuje prawie 2 tys. ha i w połowie jest już zagospodarowana. Funkcjonuje w 19 miastach i 15 gminach. Około 200 firm zainwestowało w niej w sumie 17 mld zł, co pozwoliło stworzyć ponad 44 tys. miejsc pracy. Jeżeli dodamy do tego nowe miejsca pracy w firmach kooperujących z tymi ulokowanymi w strefie, to ta liczba wzrośnie do ponad 120 tys. Dla porównania: inwestycje we wszystkich 14. specjalnych strefach w kraju wyniosły do tej pory 73 mld zł i przełożyły się na 167 tys. nowych miejsc pracy.

Pokusiłem się o wskazanie śląskich wizytówek gospodarczych 2011 r. Na pierwszym miejscu stawiam, oczywiście, KSSE, z działającymi w niej firmami, która skutecznie zmienia dotychczasowe przemysłowe oblicze regionu.

Są nimi również fabryki Fiata w Tychach i Bielsku – Białej, od blisko 40 lat obecne w przemysłowym krajobrazie Śląska. Dzisiaj są jednymi z najważniejszych zakładów tego koncernu na świecie. W ciągu ostatnich 20 lat z Tychów wyjechało bez mała 6 mln samochodów (ponad 90 proc. trafiło na eksport).

Do wizytówek zaliczam koncern ArcelorMittal Poland z siedzibą w Katowicach, który posiada pięć huty: w Krakowie (d. Sendzimira), w Dąbrowie Górniczej (d. Huta Katowice), Chorzowie, Sosnowcu i Świętochłowicach. Światowy gigant stalowy jest największym producentem stali w Polsce i największym producentem koksu w Europie.

Ważna pozostaje Kompania Węglowa – największa firma górnicza w Europie, która w swoich kopalniach zatrudnia 60 tys. osób i produkuje 40 mln ton węgla (przewidywany zysk za 2011r., to 500 mln zł netto). No i wspomniana już Jastrzębska Spółka Węglowa, która z ponad 2 mld zł tegorocznego zysku netto (prognoza) robi wrażenie nie tylko w kraju.

Na swoją szansę czeka Terminal Przeładunkowy w Sławkowie, do którego dochodzi kolej szerokotorowa łącząca bezpośrednio z ogromnym rynkiem krajów b. ZSRR, a przez Rosję – z Chinami. Ten terminal powinien stać się jednym z najsilniejszych gospodarczych atutów województwa.

Wizytówką są dla mnie Wojskowe Zakłady Mechaniczne w Siemianowicach Śl. – największy producent wozów bojowych dla polskiego wojska, w tym słynnych Rosomaków, które sprawdzają się w warunkach bojowych na misji w Afganistanie.

Ważne miejsce na gospodarczej mapie zajmuje Południowy Koncern Energetyczny w Katowicach – jeden z dwóch największych w Polsce producentów energii elektrycznej – wchodzący w skład Grupy Tauron. Z kolei Alstom Konstal w Chorzowie, to potentat wśród krajowych producentów pojazdów szynowych.

Na uwagę zasługuje Federacja Firm Lotniczych BIELSKO w Bielsku – Białej grupująca 20 zakładów budujących samoloty i szybowce (m.in. w firmie Margański & Mysłowski powstają dwusilnikowe i czteromiejscowe samoloty Orka), a także produkujących (Avio Polska) części do silników samolotów długodystansowych Boeing 747 – 8. Firma Flytronic w Gliwicach wytwarza bezzałogowe samoloty obserwacyjne, które trafiają do naszego wojska i policji.

A Browar Książęcy w Tychach, należący do Kompanii Piwowarskiej, to największy producent piwa w Polsce. Nie można zapomnieć o Grupie Żywiec należącej do holenderskiego Heinekena – to kolejny krajowy lider w produkcji złotego trunku.

Już tylko te wymienione firmy – moje wizytówki 2011 – pokazują różnorodność śląskiego przemysłu i jego bogatą ofertę na rynku krajowym i europejskim.

W województwie śląskim zarejestrowanych jest prawie 431 tys. podmiotów gospodarki narodowej, z tego 330 tys. to osoby fizyczne prowadzące działalność gospodarczą. W regionie działa 31 tys. spółek prawa handlowego, w tym 5400 z udziałem kapitału zagranicznego. Z dominującej do niedawna własności państwowej pozostało jeszcze tylko 28 przedsiębiorstw! Z ogólnej liczby podmiotów gospodarczych, aż 96 proc. reprezentuje sektor prywatny.

Około 60 proc. wszystkich zatrudnionych w województwie pracuje już w usługach rynkowych i nierynkowych, a na ten sektor przypada podobna wielkość w tworzeniu produktu narodowego brutto (PKB). Przemysł wypracowuje 33 proc. PKB. W 2010 r. wyniósł on – według Głównego Urzędu Statystycznego – 176 mld zł, co dawało ponad 13 proc. PKB Polski (drugie miejsce po Mazowszu).

Choć w ocenach Europejskiego Centrum Analiz Gospodarczych w województwie śląskim wypracowuje się 16 – 18 proc. krajowego PKB, co dawałoby pierwsze miejsce w Polsce (zapewne chodzi o inne metodologie liczenia, ale nawet przy mniej korzystnym sposobie obliczeń region też jest w krajowej czołówce).

Na odbywającym się jesienią 2011 r. w Katowicach I Europejskim Kongresie Małych i Średnich Przedsiębiorstw poinformowano, iż właśnie takie firmy wypracowują 70 proc. PKB województwa śląskiego.

Rok 2011 mamy z głowy. Dla naszej gospodarki – generalnie dobry. A dla nas? Jak jest, każdy widzi…

***
Wszystkim winien jestem życzenia świąteczne – choć spóźnione, to szczere. Święta spędzałem w Irlandii z postanowieniem, że przez tydzień nie dotknę Internetu. Udało się. A teraz: moc serdeczności noworocznych! Niech rok 2012 będzie dla was o niebo lepszy, niż miniony.

14.12.2011
środa

Wujek – teorie spiskowe i prawdziwe

14 grudnia 2011, środa,

Kiedy historię próbuje się ukrywać i zakłamywać, a tak było w przypadku „Wujka”, to musiała ona obrosnąć w legendy i spiskowe teorie.

Jedną z nich było odebranie przysięgi od górników przez księdza Henryka Bolczyka, że będą walczyć do ostatniej kropli krwi. Służba Bezpieczeństwa robiła wszystko, żeby połączyć księdza ze śmiercią górników. Trzykrotnie zgarniano go sprzed krzyża pod „Wujkiem”. Nie udało się. Rzekoma przysięga była tylko odpuszczeniem grzechów. O to błogosławieństwo poprosiła Bolczyka grupa górników, kiedy 15 grudnia, wieczorem, opuszczał po modlitwie kopalnię: – Miałem wątpliwości, czy to błogosławieństwo nie podgrzeje atmosfery, czy nie zostanie źle odebrane – wspomina Bolczyk. – Dlatego zamiast po polsku udzieliłem go po łacinie.

Pod koniec lat 80. kiedy już wiadomo było, że będzie zgoda na odrodzenie się Solidarności, w kręgach partyjnych zaczęto kojarzyć to z wydarzeniami w „Wujku”. Uknuto taką teorię, że to działacze tego związku specjalnie podgrzewali atmosferę w kopalni, żeby doszło do ostrej konfrontacji: – Historia uczy, że nic tak nie pomaga przetrwać ideom, jak krew na sztandarach – mówiono z sarkazmem w kończącym żywot KW PZPR.

W wojsku łączono tragedię „Wujka” z możliwą prowokacją wobec gen. Wojciecha Jaruzelskiego, głównego autora stanu wojennego: - Przez cały 1981 r. władze partyjne, z Andrzejem Żabińskim na czele, parły do siłowej konfrontacji z opozycją – mówił gen. Jana Łazarczyk, wtedy szef Wojewódzkiego Sztabu Wojskowego. Żabiński należał do grupy partyjnych jastrzębi (byli w niej m.in. Tadeusz Grabski, Stefan Olszowski i Mirosław Milewski), która dążyła do ostrej rozprawy z kontrrewolucją. Groźnie wymachiwała szabelką katowicka SB i milicja. Nie brakowało tutaj zwolenników interwencji; dzielono już stanowiska po wejściu wojsk Układu Warszawskiego: – Od pierwszych dni stanu wojennego wytykano nam, że zbyt łagodnie obchodzimy się z opozycją – wspominał Łazarczyk. Jaki cel miałaby taka prowokacja? – Mogę sobie wyobrazić taki tok myślenia, że mogłoby chodzić o skompromitowanie ekipy Jaruzelskiego, a zabici górnicy byliby świetnym pretekstem do zmiany władzy.

Albo też krew miała zamknąć na długie lata jakikolwiek dialog z opozycja?!

Taki scenariusz mogła np. realizować po „Wujkiem” (dzień wcześniej pod „Manifestem Lipcowym”) Grupa Perka – specjalny oddział SB, ochrzczony tak od nazwiska dowódcy, działający po cywilnemu i uzbrojony podobnie jak milicyjny pluton specjalny, który ostatecznie został oskarżony o użycie broni. Jej rola w wydarzeniach na „Wujku” do dzisiaj nie została wyjaśniona. Jerzy Gruba, w tamtych latach komendant wojewódzki milicji w Katowicach, tak scharakteryzował zadania perkowców: – Mieli wchodzić w środek demonstracji i strajków, przejmować kontrolę, identyfikować przywódców, w odpowiednich momentach wyłuskiwać najaktywniejszych. A więc także podgrzewać atmosferę strajków i demonstracji? – Może raczej działać destrukcyjnie na pewne struktury i przedsięwzięcia.

Płk. Kazimierz Wilczyński, dowódca oddziałów ZOMO odblokowujących „Wujka”, powiedział, że z Grupą Perka nie miał łączności radiowej i nie wie, jakie były jej zadania: – Oni komunikowali się bezpośrednio z szefami SB.

Górnicy pamiętają, że ich rannych kolegów wyciągali z karetek jacyś cywile.

W październiku 1982 r. funkcjonariusz podobnej grupy z Krakowa zastrzelił w czasie manifestacji w Nowej Hucie jednego z demonstrantów, Bogdana Włosika. Od tego momentu takim specgrupom w całym kraju zakazano wchodzić w strajki i demonstracje z bronią. Ich działalność stopniowo ograniczano, a ślady po niej zacierano. W 1988 r. SB rozwiązała te oddziały. Na dobrą sprawę nie wiadomo dzisiaj, kto wchodził w ich skład. Ppłk. K. Perek zmarł na początku lat 90.; jego żona została zamordowana.

15 grudnia 1981 r. nominację na wojewodę katowickiego dostał gen. pilot Roman Paszkowski. Do Katowic przyjechał dzień później, już po tragedii „Wujka”. W drodze przeglądał jakieś dokumenty, w których natknął się na wypowiedź Tadeusza Grabskiego, który krytykował władze za zbyt łagodne rozprawianie się z opozycją: – Dziesięć tysięcy trupów, to 10 lat spokoju – cytował Paszkowski po latach. Powiedział, że na jego nominację do Katowic należy patrzeć również z tego punktu widzenia: – Tu w partii, w milicji i SB panował specyficzny klimat nastawiony na rozwiązania siłowe. Musiałem spacyfikować to towarzystwo.

Ten klimat czuła Solidarności, stąd jej działacze zarzucali, że krwawa pacyfikacja „Wujka” została od początku zaplanowana, a jej pokazowym celem było zastraszenie i złamanie ognisk oporu w całym kraju. Tą drogą szła Nadzwyczajna Komisja Sejmowa ds. Zbadania Działalności MSW, tzw. komisja Rokity. Na początku października 1991 r. komisja uznała, że zabójstwo górników było zamierzone, zaprogramowane i zaplanowane. Ujawniono winnych tragedii: płk. Jerzy Gruba – komendant wojewódzki milicji, płk. Zygmunt Baranowski – I zastępca ds. SB, płk. Marian Okrutny – zastępca komendanta i szef sił wyznaczonych do odblokowania strajkujących zakładów, płk. Kazimierz Wilczyński – dowódca ZOMO, chor. Romuald Cieślak – dowódca plutonu specjalnego (antyterroryści) i ppłk. Kazimierz Kudybka – naczelnik Wojewódzkiego Stanowiska Kierowania.

Komisja oznajmiła, że dysponuje planami zamiaru dokonania zbrodni: „Autor planu przewidział użycie broni i wskazany jest kierunek strzału. Ten materiał w decydującym stopniu przesądza o zamiarze kierownictwa Sztabu KW MO”. W tym momencie wydawało się, że prawda o tragedii „Wujka” jest na wyciągnięcie ręki. Należało jeszcze tylko poszczególnym osobom przypisać zbrodnicze role. Kazimierzowi Kudybce zarzucono opracowanie planu i wskazanie kierunku (co do centymetrów), z którego miały paść strzały.

Ustalenia komisji w części dotyczącej „Wujka” szybko zaczęły się sypać. Było to polityczne i prawne dyletanctwo Rokity – i zacietrzewienie, które nakazało odłożyć na bok logikę. Okazało się bowiem, że Kudybka, jeszcze przed stanem wojennym, znalazł się w szpitalu. Do pracy wrócił na początku stycznia 1982 r.: – Wtedy dostałem polecenie odtworzenia tragicznych wydarzeń w kopalni – mówił przed śmiercią. Stąd z taką precyzją można było zaznaczyć „kierunki strzałów”: – Za plany sporządzone kilka tygodni po tragedii skazano mnie na śmierć cywilną. Może i tę prawdziwą – Kudybka zmarł jeszcze przed zakończeniem prokuratorskiego śledztwa, które nie potwierdziło rewelacji sejmowej komisji o zaplanowanym od początku do końca zamiarze zabicia górników.

Po tragedii „Wujka” nadal strajkowała kopalnia „Piast” w Bieruniu (pod Tychami). Dwa tysiące zdeterminowanych górników pod ziemią. Opowiadał mi gen. pilot Roman Paszkowski, od godzin wieczornych 15 grudnia 1981 r. wojewoda katowicki (do Katowic dotarł już po pacyfikacji ‘Wujka”): – Dwa – trzy dni później pojechałem do kopalni „Generał Zawadzki” Dąbrowie Górniczej i obiecałem, że na Śląsku więcej się krew nie poleje. Myślę, że słowa dotrzymałem
- Ale już pod pana rozkazami odbyło się drugie odblokowanie Huty” Katowice”, a potem kopalń „Piast” i „Ziemowit”… W hucie ostro targano po szczękach…

Gen. Paszkowski: – Między targaniem po szczękach a użyciem broni, jest chyba zasadnicza różnica? Huta była dla nas groźnym punktem zapalnym, ale jeszcze dramatyczniej było w „Piaście”. Czy pan wie, że przychodzono do mnie – do wojewody i szefa Wojewódzkiego Komitetu Obrony – po zgodę na interwencję na dole? To były chore pomysły ze strony milicji. Takim pomysłodawcom kazałem się wynosić za drzwi. Okazało się, że można z górnikami rozmawiać i przeczekać największe emocje. Do Świąt, ale bez dramatu, który miałby o wiele większy wymiar niż w „Wujku”.

Gen. Gruba: – Zgadzam się, że już za Paszkowskiego w kilku kopalniach przeczekano strajki, ale w tamtym czasie rodziły się (nie twierdzę, że za wiedzą wojewody), zupełnie tragiczne pomysły w Ministerstwie Górnictwa i Energetyki. Przypomnijmy, że ministrem był gen. Czesław Piotrowski, członek Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego: - Tam zaczęto tworzyć specjalny oddział do interwencji w podziemiach kopalni – opowiadał Gruba. – Kazano mi wycofać z ORMO wszystkich górników i oddać ich do dyspozycji ministerstwa.

Ponoć jeździli szkolić się w kopalniach czechosłowackich, pod Ostrawę? – Słyszałem, szczegółów nie znam. Gruba twierdził, że od początku był przeciwny powstaniu takiej jednostki. – Pół mojej rodziny pracowało w tym czasie w kopalniach, więc zdawałem sobie sprawę czym to grozi. Mało tego: właśnie w czasie strajków „Piaście” na zebraniu WKO zastanawiano się – i to nie była propozycja śląskich milicjantów! – nad sposobami usunięcia górników z dołu kopalni: może podtopić, może wyłączyć prąd…Nie uwierzyłbym, gdybym tego nie słyszał!

Czy głośno o tym myślał gen. Jerzy Bejm, komendant główny milicji? – Tak, ale takich „górników z Warszawy” było więcej. Bejm ściągnął, po „Wujku”, pod Katowice dziesięć tysięcy milicjantów z całej Polski. Każdy hotel był zajęty, każde schronisko w górach. Kiedy się sprowadza takie siły, to trzeba im coś dać do roboty, czyż nie?

Czeski ślad, o którym opowiadał mi Gruba, nie był fantazją. Ale był on bardziej związany z podgrzewaniem atmosfery na Śląsku przed stanem wojennym, niż z jakimiś akcjami odblokowania strajkujących zakładów. Przed laty prowadziłem swoje śledztwo w sprawie „Wujka”, którego finałem była książka „Rozstrzelana kopalnia”, później film Kazimierza Kutza – „Śmierć jak kromka chleba”. Wtedy dostałem materiały od Polaków z Zaolzie (przekazane przez Tadeusza Kijonkę, posła pierwszej kadencji) o szkoleniu specjalnych grup czechosłowackiej SB (StB) do tłumienia strajków w kopalniach (dobierano znających język polski). Zdaniem informatorów grupy takie działały w 1981 r. i na początku stanu wojennego na Śląsku.

Na początku 1991r. o pomoc w wyjaśnieniu czeskiego śladu zwróciłem się – poprzez Konsulat Generalny w Katowicach (jeszcze Czechosłowacji) do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych CSRF. Odpowiedziała mi ich ówczesna Federalna Służba Informacyjna: „Rozwojowi sytuacji w Polsce około 1981 r. czechosłowacki kontrwywiad poświęcił uwagę w akcji „Sever”. Materiały z wyżej wymienionej akcji 7 kwietnia 1987 r. pod. 1.dz.24670 przekazano do archiwum i w roku 1989, w grudniu, zostały skartowane (zniszczone). Z pozostałych materiałów wynika, że akcja „Sever” była skierowana przeciwko ruchowi strajkowemu, ‘Solidarności” oraz rozwojowi sytuacji w Polsce. Ze względu na przeprowadzoną skartację materiałów byłej Służby Bezpieczeństwa, nie ma już konkretnych danych do dyspozycji (…)”.
I na tym zakończył się mój czeski ślad.

Wiemy na pewno, że „Wujek” był największą tragedią stanu wojennego.
Od lat zastanawiam się, dlaczego opór przeciwko wojskowej dyktaturze był największy na Śląsku?
Do „Wujka” wojskowa dyktatura była przedsięwzięciem zupełnie udanym.
Więc gdyby nie było „Wujka”, to co?!

7.12.2011
środa

Partia do broni

7 grudnia 2011, środa,

Na początku grudnia 1981 r. Komitet Wojewódzki PZPR w Katowicach żądał od milicji i wojska uzbrojenia grupy samoobrony tworzonej wśród pracowników aparatu partyjnego. Broni, na szczęście nie dostali, ale strach pomyśleć, co mogłoby się wydarzyć, gdyby to partyjni aktywiści próbowali po swojemu zaprowadzić porządki w stanie wojennym?

Czytaj całość →

14.11.2011
poniedziałek

Śląskie się uczy

14 listopada 2011, poniedziałek,

W 1989 r. na 100 badanych uczniów w byłym województwie katowickim – tylko 19 wybierało szkoły maturalne, będące przepustką na studia wyższe. Należy przypuszczać, że w ówczesnych województwach bielskim i częstochowskim wynik byłby podobny. Dominowało szkolnictwo zawodowe.

Czytaj całość →

26.10.2011
środa

Ślązacy dziękują Kaczyńskiemu

26 października 2011, środa,

Wszystko wskazuje na to, że w ostatnim spisie powszechnym – choć nie ma jeszcze oficjalnych danych – podwoiła się, z nawiązką, ilość mieszkańców województw śląskiego i opolskiego deklarujących narodowość śląską. Rozkwit narodowości śląskiej to, w dużej mierze, zasługa Jarosława Kaczyńskiego, który przed spisem zidentyfikował ją, jako zakamuflowaną opcję niemiecką. Czytaj całość →

3.10.2011
poniedziałek

Prawybory śląskie

3 października 2011, poniedziałek,

Jeżeli województwo śląskie miałoby być pigułką wyborczych sympatii w kraju, to 9 października wynik byłby taki: PO – 35,3 % głosów, Ruch Palikota – 20,7 %, PiS – 19,4 %, i SLD – 14,2 %. Prawda, że ciekawe rozdanie? Czytaj całość →

8.08.2011
poniedziałek

Bytom się wali

8 sierpnia 2011, poniedziałek,

Trwa ewakuacja mieszkańców z rozwalających się domów w bytomskiej dzielnicy Karb. Dzisiaj (8 sierpnia) wyprowadzą się 52 osoby, kolejnych kilkadziesiąt za parę dni. Do jesieni miasto musi znaleźć dach nad głową dla blisko 600 ludzi. Czytaj całość →

25.05.2011
środa

Krakowice czas zacząć

25 maja 2011, środa,

Katowice od Krakowa dzieli niespełna 80 km, ale historyczne podziały i niechęci oddaliły od siebie te dwie aglomeracje o lata świetlne. Teraz wszystko ma się zmienić. Marszałkowie śląski i małopolski podpisali umowę, pierwszą taką w kraju, o ścisłej współpracy między województwami. Krakowice – tak już ochrzczono być może przyszłą megametropolię. Czytaj całość →

4.05.2011
środa

O noblistach ze Śląska – cd.

4 maja 2011, środa,

W przedostatniej „Polityce” (18/2011) pisałem o śląskich noblistach – „Nasi i wasi”. Była to kolejna, choć niepełna lekcja śląskiej historii. Kolejna, bo po przerabianych niedawno sprawach autonomii, narodowości, języka, zrywach powstańczych, które dzisiaj przyrównuje się do wojny domowej – mamy śląskich noblistów. Skąd się wzięli? Czytaj całość →