Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Śląsk z bliska - Jana Dziadula blog patriotyczno-lokalny Śląsk z bliska - Jana Dziadula blog patriotyczno-lokalny Śląsk z bliska - Jana Dziadula blog patriotyczno-lokalny

26.02.2018
poniedziałek

Wojciech Korfanty – pomnik z kapelusza

26 lutego 2018, poniedziałek,

Mamy wstydliwy problem z Wojciechem Korfantym. Tak, z tym, właśnie z tym, który doprowadził do połączenia z Polską najbogatszego kawałka Górnego Śląska – i za to oraz za inne patriotyczne dokonania stawiany jest w szeregu ojców założycieli II Rzeczpospolitej. Że też akurat ta niesmaczna sprawa musiała pojawić się w 100-lecie Wielkiego Ojczyźnianego Jubileuszu – najpewniej po to, żeby go zakłócić.

Jak nie wiadomo, o co idzie, to najpewniej idzie o kasę. W rzeczy samej sprawa rozbija się o fundusze na pomnik Korfantego w stolicy. Tymczasem pozostali wielcy ojcowie założyciele, z Józefem Piłsudskim, Romanem Dmowskim, Ignacym Paderewskim i Wincentym Witosem na czele, a także spora grupka ojców założycieli ciut pomniejszych – od dawna stoją w Warszawie na cokołach i to za pieniądze państwowe. To, że wdzięczne upamiętnienia się im należą, jest sprawą bez dwóch zdań bezsporną.

Polska Bohaterom. Taka skrótowa lecz pojemna w treści idea przyświecała budowie im pomników. Z Wojciechem Korfantym od lat było coś nie halo.
Może politycznych spadkobierców Marszałka dotąd gryzie sumienie, że ten Ślązak – prześladowany, więziony, zmuszony do emigracji – nie bez przyczyny odszedł za wcześnie, że wszystkie te przejścia i niejasna wokół niego polityczna aura, podsycana przez nieżyczliwe opcje dyplomatyczne, mogły przyczynić się do przedwczesnej śmierci. A może knuł coś przeciwko Najjaśniejszej jako były poseł Reichstagu i Landtagu (ta opcja się w nim gdzieś tliła), że żałował poderwania Ślązaków ku Nieznanej…

Trudno powiedzieć. W każdym razie dotąd miejsca dla Korfantego w stolicy nie było. Coś się przełamało w 2013 roku, kiedy prezydent Bronisław Komorowski wręczył akty powołania członkom Komitetu Honorowego Budowy Pomnika Wojciecha Korfantego w Warszawie. Komitet uznał, że gromadzenie pieniędzy na upamiętnienie ma się odbywać w ramach zbiórki publicznej. Decyzja niemądra, do odkręcenia. W następnym roku Rada Warszawy zaakceptowała ładną lokalizację pomnika – u zbiegu Al. Ujazdowskich i ul. Agrykola. Zadeklarowała też hojnie 400 tys. złotych stołecznego wsparcia finansowego. Całkowity koszt pomnika ma się zamknąć w kwocie około 1,5 mln złotych.

A że, jak już wspomniałem, wszystko w sprawie Korfantego idzie jak z płatka, więc już w zaledwie 5 lat po ukonstytuowaniu się honorowego gremium śląskie samorządy zaczęły zbiórkę pieniędzy. Bo jeśli chodzi o zaangażowanie państwa w uhonorowanie swojego założyciela, to póki co szału nie ma.

Jedne gminy dają, inne nie. Na razie pod kościołami nikt z kapeluszem nie stoi, ale nie można wykluczyć, że i w tych miejscach trzeba będzie kwestować… Prześladuje mnie refleksja, którą niniejszym werbalizuję: czy aby na pewno nikt tu nie upadł na głowę? Bo na kogo jest ta żenująca zrzutka? Czyż nie na jedną z najważniejszych postaci w najnowszej historii naszego dumnego kraju?!

Korfantemu należy się w stolicy pomnik wdzięczności z pieniędzy państwowych, a nie ze skarbonek Ślązaków. Ma być darem Polski, a nie darem przywiezionym ze Śląska. Koniec, kropka.

Przy okazji wraca sprawa innego pomnikowego daru – Pomnika Powstańców Śląskich w Katowicach, odsłoniętego ponad pół wieku temu jako daru stolicy, co potwierdza inskrypcja: Warszawa Powstańcom Śląskim. Pomnik, wówczas największy w kraju, 61 ton żywej wagi, kosztował krocie i niekoniecznie pochodziły one ze stołecznego budżetu. A przynajmniej nie w całości.

Takie rozwiązanie wymyślił Jerzy Ziętek, żeby „podbechtać” tych z Warszawy. Że pomnik jest wyrazem ich wdzięczności za ogromny wkład Śląska w odbudowę stolicy. Coś w zamian. Takie zabiegi torowały Ziętkowi drogę do pozyskiwania pieniędzy na inne cele, choćby na budowany w sąsiedztwie Spodek, powstający poza planem centralnym, a ten już kosztował ho, ho albo i więcej.

I dobrze. Niech w pamięci wiekopomnej pozostanie, że stolica, która wówczas naprawdę powstawała z kolan i z pomocą rodaków otrząsała się z bolesnych ruin, odwdzięczyła się Śląskowi Trzema Skrzydłami, przepięknym monumentem, do dziś jednym z ładniejszych w Polsce.

Na pomnik Wojciecha Korfantego należy patrzeć jednak w innym wymiarze: to sprawa Państwa Polskiego, szczególnie w 100-lecie odzyskania niepodległości. Warszawa i Śląsk mogą jedynie wesprzeć ten ojczyźniany obowiązek. Bo jeśli „ocean lotnej pamięci” miałby podmyć, skruszyć obrazy, na których czas zamieszcza naszych herosów i ich czyny – cóż nam pozostanie?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 4

Dodaj komentarz »
  1. Całkowicie się z Panem zgadzam, ale co do pomników w Warszawie, to ośmielę się zauważyć, ze Prez. St. Wojciechowski też nie ma pomnika

  2. Czy nam Ślązakom, potomkom tych z końca lat 20-ch ubiegłego wieku jest potrzebny pomnik Adalberta (Wojciecha) Korfantego w Warszawie? NIE.
    My nie potrzebujemy alibi, dla uspokojenia sumienia, za czyny, jakich dopuściła się Polska wobec Górnoślązaków, w tym wobec samego wielkiego współtwórcy wolnej Polski, jak pięknie o nim pisze nasz Gospodarz.
    Wojciech Korfanty, nagrodę za swe przywiązanie do idei wielkiej Polski, odebrał osobiście od władców II Rzeczpospolitej. Ładnie, choć bardzo skrótowo, zostało to opisane przez redaktora w powyższym felietonie. Czego mi w tym tekście zabrakło? Opisu serdecznego, braterskiego pożegnania przez polskiego namiestnika na Górnym Śląsku – wojewody Michała Kurzydły „Grażyńskiego”, z jakim odprowadzał na cmentarz przy ulicy Francuskiej zmarłego w sierpniu 1939 roku Korfantego. Grażyński dał najwspanialszy pokaz wdzięczności państwa polskiego dla człowieka, który zrobił wszystko, aby jak największa część przemysłowego, bogatego Śląska znalazła się w Polsce.
    Czy dzisiejsi polscy mieszkańcy Śląska winni składać się na pomnik Korfantego w Warszawie? NIE.
    Oni nie mają pojęcia o różnicy, jaka dzieliła przyłączoną do Polski część Górnego Śląska od reszty Macierzy. To ich przodkowie, którzy przybyli tutaj po czerwcu 1922 roku, byli w stanie dostrzec ogromne różnice w poziomie rozwoju ziem polskich. Różnice, skutecznie zatarte po latach gospodarowania władz warszawskich. W ich wyniku dzisiejszy Śląsk nie jest już drugim ośrodkiem przemysłowym Europy.

  3. Słowo daję, nie rozumiem zdziwienia Pana Redaktora – przecież od przyłączenia (wpierw drobnej części, potem największej części) Śląska do państwa polskiego przepływ kapitału jest jednoznacznie zdefiniowany i stały – z kolonii do centrali.

    Nie dotyczy to tylko pieniędzy – zobaczmy, jak to wyglądało chociażby w Nysie:
    „Po zdobyciu miasta następuje częściowa odbudowa i zabezpieczenie cenniejszych obiektów. Polityka ta zmienia się w pierwszej połowie lat 50., kiedy Miejski Oddział Rozbiórkowo-Porządkowy nakazuje wyburzenie większości ruin Starego Miasta w celu dostarczenia cegieł przeznaczonych do odbudowy Warszawy (tylko w 1954 r. Warszawa wyznaczyła dla Nysy kontyngent 12 mln sztuk cegły rozbiórkowej).”
    – za https://pl.wikipedia.org/wiki/Nysa#Historia

    „(…) Warszawa Powstańcom Śląskim. Pomnik, wówczas największy w kraju, 61 ton żywej wagi, kosztował krocie i niekoniecznie pochodziły one ze stołecznego budżetu. A przynajmniej nie w całości.”
    Czyli dar „stolycy” dla Górnego Śląska sfinansował – przynajmniej w części – G. Śląsk? Dla mnie bomba – nie ma to jak prezent, który trzeba samemu sobie zafundować a następnie – zapewne z własnej i nieprzymuszonej woli – głośno zapewniać, że to prezent od kogoś innego. 🙂
    A gdyby tak… zamienić pomnik z „Trzema Skrzydłami” na cegły i pieniądze, którymi futrowano Warszawę? Machniom? 🙂

    „Komitet uznał, że gromadzenie pieniędzy na upamiętnienie ma się odbywać w ramach zbiórki publicznej.”
    A gdzież to miała się odbyć ta zbiórka pieniężna? Czytajmy dalej:
    „więc już w zaledwie 5 lat po ukonstytuowaniu się honorowego gremium śląskie samorządy zaczęły zbiórkę pieniędzy.”
    Czyli w 5 lat nie nazbierano jakichkolwiek dostrzegalnych gołym okiem funduszy, więc gminy G. Śląska, w chwili obecnej o wiele biedniejsze od Warszawy, w tym również te obecnie dramatycznie biedne i zaniedbane, postanowiły zafundować jednej z najbogatszych gmin w kraju – Warszawie – pomnik Adalberta Korfantego (tak, na chrzcie dostał imię Adalbert)? Czyżby nie miały pilniejszych wydatków? A może to paląca potrzeba wejścia aktualnym włodarzom państwa polskiego w … powiedzmy, w miejsce, w którym przebywać jest niepolitycznie i wychodzić z niego niezręcznie?

    A gdyby ktoś nie wiedział, to to był ów Korfanty – polecam lekturę:
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Wojciech_Korfanty

  4. Tak: Wojciech Korfanty powinie mieć swój pomnik ufundowany przez skarb państwa.
    Tak: Pomnik Powstańców Śląskich autorstwa Kazimierza Gustawa Zemły to jedna z najwybitniejszych rzeźb w przestrzeni publicznej w Polsce.
    Nie: Polska nie jest od tego, by doceniać , szanować i dawać temu należny wyraz, ludzi najrealniej zasłużonych dla niej. Zajmuje się bohaterami mniemanymi (Kaczyński Lech), obalaniem symboli realnych osiągnięć (Bolek-Wałęsa), zemstą (degradacja gen. Jaruzelskiego) i sławieniem zabójców („Ogień”, tzw. żołnierze, co nie byli żadnymi żołnierzami, „wyklęci” co są przeklęci).

css.php