Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Śląsk z bliska - Jana Dziadula blog patriotyczno-lokalny Śląsk z bliska - Jana Dziadula blog patriotyczno-lokalny Śląsk z bliska - Jana Dziadula blog patriotyczno-lokalny

20.08.2013
wtorek

Autonomia według Przewdzinga

20 sierpnia 2013, wtorek,

Ostatnie upalne dni połączone z sezonem ogórkowym stworzyły potencjał nieprzewidywalny – mieszankę wybuchową, która eksplodowała pomysłem Dietera Przewdzinga, burmistrza Zdzieszowic na Opolszczyźnie. A imię jego: autonomia Śląska.Nie jakiegoś autonomicznego skrawka Górnego Śląska, któremu taki  status nadała II Rzeczpospolita, ale Śląska w prawie historycznych granicach: gdzieś od Nysy Łużyckiej po rogatki Sosnowca. A może z Sosnowcem i Dąbrową Górniczą? – sprawa do uzgodnienia. Autonomiczny Śląsk z Wrocławiem, Opolem i Katowicami. Robi wrażenie. Dieter, kolego, czy wszystko dobrze przemyślałeś? Czy wiesz, dokąd zmierzasz? Przecież proponujesz autonomię przede wszystkim  Polakom.

Policz: w trzech województwach – dolnośląskim, opolskim i śląskim – mieszka ponad 8,5 mln ludzi. Około 50 tys. czystych Niemców i blisko 400 tys. tak samo czystych (choć nie  uznawanych) Ślązaków – podaję identyfikacje, w których było tylko jedno wskazanie, bez innych konfiguracji narodowościowych. To wynika z ostatniego spisu.

Burmistrz Przewdzing to nie byle kto – rządzi Zdzieszowicami od 38 lat. Najpierw jako naczelnik, a po 1990 r. – burmistrz. Pisaliśmy o nim z okazji 25 – lecia sprawowania władzy (Polityka 2001 – 05 – 05, Jak się ojca nie bać?) – co już wtedy było politycznym rekordem kraju. „Przetrwał Gierka, Kanię, Jaruzelskiego, Wałęsę i pewnie będzie burmistrzem jak już Kwaśniewski przestanie być prezydentem”. No i wykrakałem.

Związany od lat z Mniejszością Niemiecką (choć nie jest członkiem Towarzystwa Społeczno – Kulturalnego Niemców na Śląsku Opolskim) – twierdzi, że nikomu nie musi nic udowadniać! Z dumą podkreśla, że w latach PRL nie zmieniał nazwiska i nie wypierał się niemieckich korzeni, choć w tamtych czasach Krolle zmieniali się na Króle – a potem z powrotem.

Urodził się w 1944 w Rozwadzy (w latach 1936 – 1945 Annengrund), wsi pod Zdzieszowicami, której nazwa zobowiązuje. – Jak się urodziłem w rodzinie niemieckiej, w tym miejscu i czasie, to kim mam się czuć? – pytał. Śląskim Niemcem. To ważne, bo do tej pory Mniejszość Niemiecka dystansowała się od pomysłów Ruchu Autonomii Śląska, marzącego o reaktywacji stanu  niemal według przedwojennych wzorców. A tu masz, taki pasztet. Niemiec za autonomią! O co toczy się ta gra? Wiadomo, o kasę !

Od 2006 r. dochody gminy Zdzieszowice, niegdyś zaliczanej do najbogatszych w kraju, spadły o blisko 20 mln zł. Największa w kraju Koksownia „Zdzieszowice”, dobroczynna żywicielka gminy – tu płaciła podatki. Ale po sprzedaniu Mittalowi – dziś to ArcelorMittal Poland – lwia część pieniędzy trafia do Dąbrowy Górniczej, gdzie koncern ma swoją siedzibę. A zyski idą do Londynu, gdzie mieszka Lakshmi Mittal z rodziną, właściciele stalowego giganta – i tam płacą podatki od dochodów osobistych. Inne firmy przeniosły swoje siedziby ze Zdzieszowic do stolicy – i tam, zgodnie z prawem, rozliczają się z fiskusem. Przewdzing uważa to za draństwo i kwestionuje prawo, które dopuszcza przenoszenie  firmowych siedzib w dowolne miejsca, gdzie tylko chcą.

Publicznie twierdzi, że Warszawa rozkrada śląski majątek – bo wypompowuje pieniądze z samorządów i na tym się bogaci. A takie Zdzieszowice biednieją i nie mogą wysupłać na żadne inwestycje z prawie już pustego mieszka. Chce lepszego Śląska, który powinien rządzić się sam jako autonomiczna jednostka.

No i zawrzało. W świat poszło, że burmistrz chce odłączenia Śląska od Polski. PiS na Opolszczyźnie wezwało burmistrza do dymisji i zagroziło prokuratorem. Ma zbadać, czy to czasem nie nawoływanie do waśni narodowościowych i czy ustrój RP nie jest zagrożony. Na koniec sierpnia politycy PiS zapowiedzieli manifestację w Zdzieszowicach pod hasłem i transparentem: ”Tu jest Polska”. Na wypadek, gdyby ktoś jednak miał wątpliwości.

Oświadczenie w sprawie propozycji Przewdzinga wydała także opolska PO: „Szerzenie tez, że autonomia jest remedium na wszystkie bolączki samorządów, jest szkodliwe i opiera się na utopijnej wizji państwa bez różnic w rozwoju regionów i lokalnych struktur samorządowych. Koszty społeczne w przypadku lokowania dochodowej produkcji o wysokiej uciążliwości dla środowiska, są nieraz bardzo wysokie, a korzyści dla lokalnych społeczności niewielkie. Tak jest w przypadku Zdzieszowic. Jednakże oderwanie Śląska od Polski nie da oczekiwanych przez burmistrza rezultatów” – rzecze partia rządząca.

Problem w tym, że Przewdzing nie chce nic od Polski odrywać – sam uważa, że: Tu jest Polska! Chce tylko autonomii dla Śląska, na początek mogłyby do niej dołączyć także Małopolska i Wielkopolska – ale ma być to autonomia w granicach Polski. Chodzi o pewien dystans od stolicy i jej urzędników, którzy stanowią prawo pozwalające  łupić samorządy. Autonomia regionalna i finansowa, a nie narodowościowa.

Przywołując przykład Bawarii chętnie wzorowałby się na niemieckich landach (już widzę jak go publicznie wieszają za chęć rozbicia unitarnego charakteru Polski), w których jedna trzecia zysków z firm zostaje w gminie, w której one funkcjonują i produkują. Taka sama część idzie na rzecz landu, a resztę dostaje Berlin. U nas, według samorządowca, dwie trzecie bierze Warszawa, a resztę dzieli się między gminę, powiat i województwo.

Podatki zawsze budziły emocje. Nie bez przyczyny Benjamin Franklin stwierdził dawno temu, że pewne są tylko one i śmierć, a pewien dowcipniś uściślił, że podatki są gorsze, bo śmierć nie przychodzi co rok.

Kraków walczy o podatki od oddziałów firm funkcjonujących pod Wawelem, których siedziby sprytnie egzystują w innych miastach i państwach. Takie walki najczęściej przechodzą bez echa – chyba, że ktoś, jak Przewdzing, do podatków i dochodów dołoży autonomię – no, wtedy larum jak kraj długi i szeroki: Polska w niebezpieczeństwie!

Burmistrz Przewdzing rzucił myśl i puścił autonomiczne oko – pewnie na tym by się skończyło, gdyby nie upały i gorączka w głowach. Rzeczywista i polityczna.

 

 

 

 

 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 47

Dodaj komentarz »
  1. Autonomia ??? , to slogan, ten człowiek rozpoczął swoja kampanię na kolejną kadencję.
    To naturalne przywiązanie do koryta, polska polityka wciąga dożywotnio, to sposób na życie, w żadnym razie nie służba wyborcą, co najwyżej kilku biznesmenom.
    Kim by był bez władzy ?
    Żenada, wstyd.

  2. Panie Dziadul, a może jakieś rzeczowe argumenty przeciw autonomii Śląska? Stanowiska PiSu, PO i klubu „krótkich spodenek z Pcimia” są tylko partyjnymi „opiniami”. „Ortodoksja” neoliberalna – „made by Poland” – spowodował, że Zdzieszowice straciły pieniądze z podatków. Nie zdziwiłbym się, gdyby się okazało że RPjakiśtamnumer też stracił pieniądze (od czego są bowiem specjaliści w Warsiawie od „tax avoidance”)? To co Warsiawa ma prawo protestować przeciw „janosikowemu” równocześnie swawolnie mówić Zdzieszowicom „radzcie sobie sami”? Interes dla Warsiawy jest oczywisty podczas gdy dla Zdzieszowic – ŻADEN. I Zdzieszowice są dzisiaj takim przykładem jak Śląsk był eksploatowany i to zarówno za IIRP (ze stolycom w Warsiawie) jak i za PRL (tyż ze stolycom w Warsiawie) jak również dzisiaj, za RPjakiśtamnumer (tyż ze stolycom w Warsiawie). No to może jednak postulat, żeby „Warsiawa” się odchromoliła od Zdzieszowic, Katowic, Siemianowic- czyli generalnie ŚLĄSKA (tak samo od innych regionów RPjakiśtamnumer) wcale nie jest taki irracjonalny a to że obrazoburczy dla „prawdziwych” Polaków to pewne jak 2 x 2 = 4 bo ciekaw jestem, z czego by żyły takie IPN, 10 tysięcy studentów „politologii i dziennikarstwa” na UW czy inne KULe.

  3. No i obudził się redaktor z letargu. O burmistrzu Przewdzingu głośno od dwóch tygodni, a Waść, jak ta trusia. Nic. Już towarzysz „Wiesław” Zagozda pełen polsko-obywatelskiego oburzenia, zażądał od niemieckiego zdrajcy zdania urzędu i obywatelstwa, a następnie wyniesienia się z ziemi ojców. Zapachniało mi 1968 rokiem. I dokumentami podróży w jedną stroną. Wtedy dla polskich Żydów, teraz dla odmiany dla polskiego Niemca. A za nim pewno dla resztki śląskich aborygenów. I będzie super-Polska dla samych super-Polaków. Chociaż z jednym felerem – pomysłu Józefa Stalina. Ale kto by się tam przejmował takim drobiazgiem? W końcu prezes Jarosław jest za Gruzinami, a Stalin był wielkim (choć niewysokim) synem tego narodu. Większość obywateli już nie pamięta, kto im zafundował obecne granice państwa polskiego. Wierzą, że są takie od zawsze. W końcu Cedynia, Głogów, Psie Pole – miejsca bojowej chwały Polaków. I tylko gdzieś tam zapodział się Kijów Bolka Chrobrego, Lwów orląt czy jagielloński wschód. Ważne, że teraz jest prawie zwarta narodowo Polska. A, że zaczyna gospodarczo przypominać tę sprzed 95 lat? Cóż. Najwyżej kolejny milion młodych wyjedzie w świat za robotą. Milion w tę, milion w drugą stronę. Mamy już kilka milionów za granicą. I żyjemy. Był już niedawno taki premier, który jasno mówił, iż nieważne, czy Polska będzie biedna czy bogata – ważne, aby była katolicka. A goniąc het przebrzydłego Przewdzinga, będzie się można znowu zewrzeć. Pod każdym – narodowo-patriotycznym i religijnym – względem. Bo, kto to widział, aby niemiecki pan na Zdzieszowicach popierał autonomiczne rojenia Ślązaków. Dał im zresztą odpór sam premier Tusk, stwierdzając, iż autonomia, to ślepa droga. A on ślepą drogą nam iść nie pozwoli. I poprowadzi nas ku dalszej świetlanej przyszłości, którą mu rozjaśnią we wrześniu związkowcy. Już zapowiedzieli się z kurtuazyjną wizytą na połowę miesiąca. I tylko prezes Jarosław coś prawi o przejęciu władzy. Ale on także jest przeciwko śląskiej ślepej drodze. Więc władza z opozycją są zgodne. Lepiej wiedzą jak rządzić Polską. I Śląskiem, który jest jej nierozerwalną cząstką. Nawet bez przemysłu, bo się już zużył, albo przeszedł polskimi rękami w obce – niepolskie ręce. Co tak zabolało burmistrza Przewdzinga, że aż się rozgadał w mediach. I pomyśleć – człowiek wieloletniej władzy nie wytrzymał. Nie wytrzymał porządków stanowionych w Warszawie.
    @jan
    Nie doczytałeś tekstu gospodarza, bo zauważyłbyś, że Dieter Przewdzing ma 69 lat, czyli jest w wieku poemerytalnym. Samego urzędowania nazbierał cięgiem 38 lat. A pewnie i inne zatrudnienie ma w życiorysie. Jest więc samorządowcem spełnionym. I czytaj, co piszesz i jak. Bo błędy dyskwalifikują. A żenada za komentarz na razie – dla ciebie. Pozdr. zak1953.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. I tradycyjnie autor popisał sie swoja więdzą o Śląsku a raczej jej brakiem:
    „choć w tamtych czasach Krolle zmieniali się na Króle – a potem z powrotem”
    Nazwiska to zmieniała (nielicząc kilku przypadków) nowa polska administracja od roku 1945!

  6. Autonomia dla Śląska? Ale wtedy pieniądze Zdzieszowicom będą zabierać Katowice albo Wrocław! Proponuję autonomię dla każdej gminy!

  7. jestem za tym co proponuje Dieter Przewdzing.
    Skoro jest od Gierka ma doświadczenie i wie, ze należy podzielić coś co jeszcze jest. III RP mając już 3 biliony długu po prostu zbankrutuje w krótkim czasie.
    Ta autonomia spowoduje, ze tych ze styropianowym i ministranckim rodowodem spuści się na szczaw, bo tylko do tego się nadają, a to już będzie duże osiągniecie.
    Pozdrowienia

  8. Czy mógłby się pan ustosunkować do twierdzeń NIE
    „Na kogo runie Stadion Narodowy” nr 27/2012
    http://nie.com.pl/archiwum/146
    oraz Mateusz Cieślak „Stadion Świra” nr 32/1193 2/08/2013 , ze
    ekspertyza Politechniki Gdańskiej dla PINB z 28/12/2012 spowodowała wstrzymaniem Województwo Sląskiemu prowadzenie robót. Ponieważ dalsze prowadzenie ich w sposób zgodny z zatwierdzonym projektem nie zapewni bezpieczeństwa użytkownikom zadaszenia Stadionu.
    Ale Urząd Marszałkowski w lipcu 2012, powołał spółkę samorządową Stadion Sląski z nie możliwym zadaniem, dokończenia przebudowy stadionu. UM szuka banku który da nowy kredyt. Nowy kosztorys to 589 mln z czego już wydano 347 mln. Szefem spolki Stadion Slaski jest były wiceprezes Mostostalu Zabrze odpowiedzialny za wyszukanie firmy produkującą kotwy i zlecił ich wykonanie z których dwie pękły podczas montażu dachu

  9. Co w tym dziwnego, że autonomia ma być przede wszystkim dla Polaków? Kto postululuje w RP autonomię „narodową” (raczej chodziło Panu Redaktorowi o kulturową)?

  10. @gjaszcz: ale przecież red.Dziadul nie wypowiedział się przeciwko autonomii, ani za nią, a wręcz skrytykował lokalnych działaczy PO za gadanie nie na temat. Napisał też, że gdy podobne postulaty zgłasza Kraków, pies z kulawą nogą się tym nie przejmuje, a gdy zrobi to ktoś z mniejszości niemieckiej lub śląskiej, politykom wszystkich partii centralnych kojarzy się to z zamachem stanu, odrywaniem Śląska od macierzy, zakamuflowaną opcją niemiecką, piątą kolumną i wszystkimi innymi hasłami propagandy PRL-u. Taki odruch Pawłowa.

  11. P.Dziadul-ponawiam moja propozycje:szukam kogos,moze byc takze Pan osobiscie,kto udowodni mi ,ze obecna wladza Krolestwa Warszawskiego jest racjonalnie zorganizowana ,i ze proba RAS jest nieracjonalna!
    Przy okazji ,Jan,jak ci nie pasuja Niemcy,Austria,Hiszpania,USA,itd ,to sprawdz Gorna Adyga!Tj.pol prowincja we Wloszech.Byc moze,jak nie masz klapek na oczach,zrzumiesz,jak to mowia Czesi,ze strzeliles wedle i osmieszyles sie!Tj.tam gdzie Tusk jedzie na narty!A Merkel na wedrowki-dzieli ich ok.100km!

  12. Przecież Dieter P. chce dokładnie tego samego co Tusk i Kaczyński czyli dokończenia samorządnosci ( SAMO + RZADNOŚĆ). Może z tą róznicą, że on chce a oni obiecują średnio co 4 lata. Wot aszybka

  13. @jan:

    „Autonomia ??? , to slogan,”

    W II RP, do kontynuacji której tak chętnie i często przyznają się czołowi politycy obecnej RP, była rzeczywistością. Rzeczywistością funkcjonującą przez całe życie II RP.
    Rzeczywistością jest też w chwili obecnej w wielu krajach cywilizacji łacińskiej (i nie tylko).

    „To naturalne przywiązanie do koryta, polska polityka wciąga dożywotnio, to sposób na życie, w żadnym razie nie służba wyborcą, co najwyżej kilku biznesmenom.
    Kim by był bez władzy ?
    Żenada, wstyd.”

    Jakim cudem – Pana zdaniem – taka „żenada, wstyd” od przeszło 20 lat przechodzi pozytywnie weryfikację w jak najbardziej demokratycznych wyborach?
    Taka sztuka nie udaje się przecież żadnemu z polskich polityków od czasów wprowadzenia demokracji…

  14. Nie znam burmistrza Zdzieszowic (Odertalu), to nieco młodszy „kolega”. Mamy szereg cech wspólnych, nawet więcej niż się spodziewałem. Moje wykształcenie zaczęło się pół roku przed wojną, a więc w szkole niemieckiej, burmistrz takiej szansy już nie miał. Zdzieszowice znam bardzo dobrze i doskonale pamiętam straszliwy smród Zakładów Koksowniczych, który jest codziennością dla mieszkańców miasteczka, a korzyści z tego smrodu idą w siną dal – tam już nie śmierdzą -„pecunia non olet” mawiają Rosjanie!
    Doskonale rozumiem uczucia burmistrza, który nie ma pieniędzy dla prawidłowego funkcjonowania miasta, a cierpią szczególnie dzieci, trute od pierwszych chwil życia. Tak się śmiesznie składa, że mieszkam dokładnie w centrum trójkąta śmierci utworzonego z trzech dużych fabryk chemicznych. Tylko Zachód jest czysty ale niestety nie zawsze wieje z Zachodu. Mówi się, że u nas najzdrowiej na cmentarzu ze względu na jego położenie najdalej od naszego głównego truciciela. Smrody ze Zdzieszowic dochodzą też jeszcze do nas, ale tylko przy północnym wietrze.

    Zdzieszowice kojarzą mi się obecnie głownie z powodu pewnych zdarzeń satyrycznych, właśnie na tle „polskości” tych ziem. Kolega burmistrza w PRL’u – prezes gminnej spółdzielni popisał się polocentryzmem podczas dorocznego zebrania, grzmiąc” „Jeszcze jak dziś pamiętam, jak 700 lat temu tu były polskie ziemie”!!!
    Matuzalem pieprzony – taaaka dobra pamięć do ważnych szczegółów!

    Druga historyjka – prosto do Szpilek albo Szkła Kontaktowego:
    Manifestacja w związku z któraś rocznicą powstań śląskich. Na trybunie honorowej młody człowiek w tym fałszywym mundurze powstańca. Zapytany przez dziennikarza o jego udział w bitwie o górę św. Anny na wiele lat przed jego urodzinami, powiedział dumnie: „Gdybym wtedy już był na świecie, walczyłbym o polskość tych ziem”.
    Nie komentuję tego, zostawiam to blogowiczom.

    PS

    Kojarzy mi się to z dziwną informacją, że młody człowiek o nazwisku Ołdakowski jest członkiem międzynarodowej organizacji Armii Krajowej. Zapytałem go z kim i o co walczy teraz AK, gdy Hitlerowcy pagibli, ale mi nie odpowiedział.

  15. Zdaniem niektórych komentatorów autonomia to slogan, a inni przypominają, jak mocno gdzieniegdzie walczono choć o pozory autonomii, uzyskane dzięki zbrojnej walce, a podgryzanej po wymuszonym przyznaniu systematycznie – krok po kroku przez władze centralne. Mowa nie o Baskach, ale o Niemcach w Górnej Adydze w ramach Włoch. Nazwa krainy pochodzi od nazwy rzeki „Aetsch”, która jest zakotwiczona nawet w dawnej wersji niemieckiego hymnu, gdzie ktoś „obrysowuje” dawniejsze Niemcy: „Von der Maas bis an den Memel, von der Aetsch bis an den Belt”. Piszę to ze starczej pamięci – bez Gugla, więc może są błędy, ale nieduże. Memel już nawet dla Polaków jest tylko miłym wspomnieniem w literaturze i serialu (nad Niemnem), a Maas też już jest za granicą RFN. Aetsch jest daleko, daleko, tyko Belt trochę został. Niemcy sobie poradzili, opuszczając pierwszą zwrotkę i geografia zeszła na drugi plan. W Górnej Adydze mieszkańcy walczyli jednak zdecydowanie o swoje prawa.
    Tam ustały krwawe zamachy dopiero po przyznaniu miejscowym pewnych przywilejów, m. in. do urzędowego języka niemieckiego obok włoskiego. Ostatnio rząd zaczął ogromną i kosztowną aleję zastąpienia oryginalnych od wieków nazw gór, strumyków, ba! bardziej znanych polanek lub tras turystycznych nowotworami włoskimi. Pomijam cel polityczny, to tworzy to kłopoty turystom, z których żyją ci ludzie. Podobno Merkel jeździ niedaleko Tuska. Jej ochrona przetłumaczy nowe nazwy na stare, Tusk zna pewnie włoski na tyle jak ja:
    Jako kierowca wiem co to „dritto, a destra, a sinistra, aperto i chiuso”, a do rozmowy z tubylcami w przypadku konfliktu też mam mały zapas: „Idioto, cretino, imbecile”! To mi wystarczyło do Palermo włącznie, bo w Górnej Adydze porozumiewałem się inaczej, bardziej naturalnie, choć ich gwara jest niezrozumiała dla mnie. Jak sobie popili to byłem bezradny.
    Wyrazów typu „bambino, ragazza, cara mia” itp. nie było już w moim repertuarze (zbyt dojrzały wiek – i obecność żony).

  16. Całe szczęście, że na Opolszczyźnie autochtoni już nie stanowią większości. Dużo ich się przeniosło na stałe do Niemiec, no i najechało ludzi z innych stron Polski.

  17. Antonius-znam dosc dobrze G.Adyge.Przyklad kt.chyba nigdy nie zapomne.Zapytalem 12-letniego chlopaka,syna wlasciciela pensjonatu w kt.mieszkalem jakiego jezyka obcego uczy sie w szkole w Meranie?Odp.:wloskiego!Polscy nacjonalisci swoja glupota nie dorosli do Europy!

  18. Do Autora

    Urodził się w 1944 w Rozwadzy (w latach 1936 – 1945 Annengrund)
    Jak Pan zapewne wie, przed 1936 rokiem – Roswadze. Ustalono na podstawie umów
    między Polską a Niemcami (w latach dziewięćdziesiątych), że nazwy miejscowości na terenach zamieszkanych przez mniejszość niemiecką mogą być zapisane po polsku i po niemiecku, ale nazwa niemiecka nie może być nazwą z okresu po dojściu Hitlera do władzy. Podawanie nazw niemieckich narzuconych po 1936 roku jest równoznaczne z fałszowaniem kilkusetletniej historii, wszak Śląsk ma ją przebogatą i upraszczanie jej jest bez sensu.

  19. Antonius & Luap
    Porównując dążenie Górnego Śląska i Południowego Tyrolu (a nie Górna Adyga) do autonomii, trzeba zauwazyc, że Tyrolczyków poparła Austria i o włos nie doszło do konfliktu miedzynarodowego. Nas nie kto poprzeć.
    Jezyk włoski w Południowym Tyrolu jest nauczany od drugiej klasy.
    Jeszcze o nazwie. Górna Adyga, to spolszczona nazwa włoska, Alto Adige. Wlasciwa nazwa to Suedtirol, czyli po polsku Tyrol Południowy, nazwy tyrolsko/włoskie w górach funkcjonuja już ładnych pare lat. Tylko wloskim nie radze sie poslugiwac, szczególnie w wioskach. To tak jakby w Szopienicach krzyknąć „jestem z Sosnowca”.
    Gruss.

  20. Pisze Pan „… choć w tamtych czasach Krolle zmieniali się na Króle”. Myślę, że nie ma Pan wyobraźni, która pozwoliłaby zrozumieć jak czuli się Ślązacy po II wojnie i jakie możliwości przedstawiano im, gdyby odmówili swej zgody na zmianę nazwisk czy imion. Posądzam Pana raczej o brak wyobraźni czy wrażliwości, nie podejrzewając, że to zła wola, próba złośliwego ironizowania czy pogardy. Dla mnie imię i nazwisko jest częścią dziedzictwa kulturowego, stanowi ważną część mojej tożsamości.

  21. @Marek
    22 sierpnia o godz. 7:18

    Ja już kilka razy wypowiadałem się na temat dwujęzycznych tablic drogowych. Jeśli ktoś nie może bez tego żyć, to niech będą, ale według mnie to bzdura. Śmieszy mnie takie „Salesche” dla „Zalesie”. Nie wiedziałem o jakimś porozumieniu międzynarodowym (link proszę!), choć jego treść jest dla mnie oczywista. Szał zmian nazw miejscowości na siłę, krótko przed i podczas wojny miał podłoże polityczne, dokładnie tak jak szał nowych właścicieli Śląska po 1945 roku i tak samo był kretyński. „Poprawianie” historii według własnego gustu nie jest godne człowieka rozumnego.
    Drobny przykład:
    Na moim „Vaterhaus’ie” jest zamocowana piękna tablica z kutego żelaza o walorach artystycznych. Wiele lat był na niej napis : „Schneidermeister Leonhard G…”.
    „Nowa” władza nakazała wykuć ze ściany tablicę, obrażającą uczucia patriotów polskich. Siostra była bardzo przywiązana do tej tablicy – ja się jej też nie wstydziłem, więc zamalowała ją na czarno i tak przetrwała, aż ekipa „Google street” w ubiegłym roku ją uwieczniła w sieci – można to sprawdzić.
    „Ein Schandmal der schlesischen Geschichte…”!
    Mój ojciec był naprawdę najlepszym krawcem… na tej ulicy! Przyjeżdżali do niego ludzie z daleka, bo był mistrzem w ukrywaniu drobnych felerów postaci umiejętnym maskowaniem „tekstylnym”.

    Chociaż….jak mawia Tewje – mleczarz, dla mojego pokolenia nowe nazwy były już czymś normalnym i te stare nazwy wcale nie utkwiły w mojej pamięci. Wiedziałem, że moja „Kuschnitzka” znikła z mapy przed moim urodzeniem. Kilka lat (w nieświadomości niemowlęcej) mieszkałem w miejscowości „Kandrzin”, przechrzczonej na „Heydebreck”. Z tym Heydebreckiem wzrastałem (dzielnica Nord lub III), ale nie potrzebuję przed kapliczką innej tablicy drogowej. Kandrzin znam i tak tylko z historii.

    Muszę tylko przeprosić blogowiczów za Odertal, bo ja tylko taką nazwę znalem, Amerykanie też mieli swoje GPS’y ustawione na Odertal (tak myślę) podczas bombardowań, ale pewnie przedtem był jakiś Deschowitz lub podobnie.

    @Andrzej
    21 sierpnia o godz. 18:49

    ***Całe szczęście, że na Opolszczyźnie autochtoni już nie stanowią większości. Dużo ich się przeniosło na stałe do Niemiec, no i najechało ludzi z innych stron Polski.***

    Dla kogo to takie szczęście? Bo nie dla mnie! Że łatwiej zgnoić resztę? Kto jest tym zainteresowany?

  22. Nie komentuję nawet wypowiedzi Przewdzinga, bo w zasadzie nie ma do czego się odnosić – chaotyczna, niespójna, generalnie na niskim poziomie.
    Odniosę się za to do powyższego chórku wypowiedzi w duchu „a dlaczego nie ma autonomii, my jej tak chcemy” itd.
    Otóż autonomii ani Śląska, ani żadnego innego regionu, nie ma i nie będzie dlatego, że nie chce jej polskie społeczeństwo. I tyle. To wszystko 🙂 Żadne dalsze uzasadnienie nie jest potrzebne.
    Tylko polskie społeczeństwo może zdecydować o zmianie konstytucji i wprowadzeniu autonomii regionów w miejsce obecnego unitarnego państwa. Społeczeństwo polskie, które jest suwerenem w tym państwie, nie objawia żadnych chęci zmian tego stanu rzeczy. Wszelka dyskusja na ten temat jest zatem według mnie pozbawiona praktycznego sensu.
    Ktoś ma jeszcze jakieś pytania?

  23. Popieram @Andrzeja (nick z dużą ilością qrew)!

    Z tymi nazwiskami były niezłe jaja. Nikt nie zapytał Ślązaka o zgodę na „spolszczenie” (piękny wyraz!) nazwiska lub imienia. Tow. Cyrankiewicz był łaskaw wydać tajne/poufne zarządzenie, które upoważniało urzędników stanu cywilnego do radosnej twórczości w stylu Mrożka, ostatnio będącego na topie. Znam to z mojej beznadziejnej walki o ukradzioną mi przez państwo polskie literę w nazwisku, a nawet zafałszowanie imienia, bo idiotka – urzędniczka nie wiedziała, że polskim odpowiednikiem Antoniusa jest po prostu Antoni, a nie kochanek Kleopatry Antoniusz! Gdy prosiłem o metrykę do ślubu, urzędniczka zafałszowała co się dało i „poprawiła” pisownię mojego nazwiska w oryginalnej księdze urodzeń zgodnie z dowodem osobistym, gdzie inny urzędnik już się wyżywał polonistycznie. Poprawić oryginał na podstawie błędnego wtórnika – to jest chyba możliwe tylko w Polsce – dzikim kraju Mira D..

    Nawet w takim totalitarnym państwie jak Niemcy hitlerowskie, takich idiotyzmów nie było (przynajmniej w naszym mieście). Były owszem zachęty, aby polsko brzmiące nazwiska zmienić na piękne germańskie. Mojemu ojcu też zasugerowano taką kosmetykę. Pierwszy – i chyba ostatni raz w życiu ojciec nie wykorzystał swego autorytetu i zarządził dyskusję. Byli niektórzy za zmianą i byli przeciw – demokracja dała wynik – nie zmieniać! Ojciec się dostosował i włos mu nie spadł z głowy, nawet nie miał przykrości w pracy raczej strategicznej – jako cywilny pracownik RKU. Tam go zatrudniono 3 dni po wybuchu wojny (za stary do wojska). Oportuniści zmieniali i mieli te same kłopoty po wojnie jak my, którzy nie zmieniali. Ot, sprawiedliwość!

    PS
    Ciekawy jestem, czy zarządzenie Cyrankiewicza jeszcze obowiązuje???

  24. Antonius
    22 sierpnia o godz. 13:52
    Przecież @Andrzej opisuje jakie to „szczęście”.
    Autochtonów zastąpili ludzie(sic)-najechani z innych stron Polski
    Dawniej mówili o ekspansji Lebensraum a dziś mówi się m.in. opolszczyzna(cokolwiek to oznacza może nawet ojczyznapolszczyzna). Dawne określenia to Ubermensch, Untermensch — dzisiejsze autochton i ludzie(najechani z innych stron Polski)
    Bo to Królewski Szczep Piastowy jak im to rotmistrzyni Maryja pisała. No i jej wierzą.

  25. Antoniusie ;
    Na Twoje pytania @Andrzej nie odpowie , tego jestem pewien ,a dlaczego ? , po prostu dlatego ,że nie tak dawno napisał kompromitujacy komentarz w sprawach Śląskich roku 1945 .
    Z Pozdrowieniem
    Waldemar

  26. A na początek przegonimy niemieckich skautów.
    http://wyborcza.pl/1,75478,14479372,Mlodych_Niemcow_przegoniono_z_deptaka_w_Opolu__Bo.html
    Gdyby ktoś chciał się dowiedzieć, co śpiewają i ryczą polskie gardła, polskich patriotów w takich polskich miastach jak Wilno lub Kowno, niech się zapozna z tekstem na ten temat w najnowszym numerze Polityki.

  27. Errata

    Przypominając „włoską” rzekę Adygę napisałem chyba Aetsch, a Memel uczyniłem zbyt męskim (der Memel). Może się zasugerowałem Niemnem? Zajrzałem do Gugla i jest mi wstyd. Ma być „die Etsch i die Memel).

    Tak BTW. Czytając genialne uwagi Górnoślązaka cieszę się, ze nie wszyscy zaliczają Opolszczyzny do Górnego Śląska. Takiego kamrata raczej nie pragnę. Śmieszy mnie tylko jego głęboka wiara w moc suwerena – polskiego społeczeństwa w istotnych sprawach kraju. Oj naiwny, naiwny….

    PS

    Gdy przed chwilą zajmowałem się w ciszy i odosobnieniu ważną czynnością fizjologiczną, wpadłem na pomysł, godny realizacji:
    Zadzwonię do burmistrza Zdzieszowic i będziemy walczyli o autonomię „Trójkąta śmierci” -Zdzieszowice, Blachownia, Azoty (oczywiście w ramach polskiego państwa, żadne tam ciągoty separatystyczne – nawet zarząd nad wojskiem i sprawy zagraniczne zostawimy Warszawie – tylko podatki potraktujemy sprawiedliwie. Zyski z działania trucicieli podzielimy sprawiedliwie i będzie na leczenie trutych systematycznie dzieci i wnuków, bo nam starym wątróbek nikt już nie uratuje. Podałem przecież hasło Kędzierzyna: „Najzdrowiej na cmentarzu”! Jest to tytuł artykułu w lokalnej gazecie – nie mój wymysł. Jestem pewny, że nowy premier z partii , w której nazwie jest wyraz „sprawiedliwość”, przyklaśnie takiemu rozwiązaniu, jeśli jest uczciwy! (to oczywiście dowcip, gdyby ktoś mojej delikatnej ironii nie pojął).
    Trujemy się, a Warszawiacy i zagraniczni właściciele sprzedanych fabryk mają pęczniejące konta bankowe, a my organy wewnętrzne od nadmiaru trucizn. Łakniemy choć odrobiny sprawiedliwości i tak rozumiem rozżalenie burmistrza Zdzieszowic i jego pomysł na uczciwsze załatwienie sprawy krzywd Untermenschów – autochtonów, nie tylko ze Śląska, bo trują się solidarnie członkowie patriotycznego społeczeństwa – tego suwerena z Bożej łaski!

  28. Kiedy pisałem ironicznie o wyżswzym królewskim szczepie piastowym nie spodziewałem się że już niemal równocześnie przedstawiciel owego szczepu będzie sypał argumentami z czasów mu najbliższych czyli PRL-u. Tam też kierownik sklepu mięsnego na pytanie klienta dlaczego w sklepie nie ma szynki odpowiada a słyszał pan by ktoś o nią pytał. Nie ma zainteresowania więc nie zamawiam to i nie ma. Z życia historię opowiem Mój kolega znajomy czy jak go nazwać dojeżdżał do pracy w Chorzowie z Bytomia . Bardzo mu pasował by kursujący wtedy autobus pośpieszny linii „1” Bytom- Katowice stawał na rynku w Chorzowie( bardzo ułatwiło by mu dojazd do pracy) Na zapytanie dlaczego ów autobus nie staje w Chorzowie wysokości z WPK odpowiedziały no bo tam nie ma przystanku.
    A tu czytam że autonomii nie ma bo społeczeństwo nie chce A autor chyba słabo zna pojecie społeczeństwo a jeśli dzieli społeczeństwo na Ludzi i pozostałych (jak tu inni także)to autonomia powinna być obligatoryjna.
    W skrócie powiem że zarówno Gorzelik i Przewdzing to także społeczeństwo ale może trudno takie prawdy przyjąć do wiadomości.
    I mogę dodać ze pewno nikt nie oczekuje uzasadnien w szczególności od bojowników w stylu utrwalaczy władzy ludowej czy potomków legionistów Polskich którzy darli się że szablą odbiorą co im obca przemoc wzięła – równocześnie roznosząc na bagnetach ludzi którzy nie chcieli żyć pod butem

  29. @Górnoślązak, który nie chce komentować postów niskich lotów. Ja uważam Twój post za wzór jakości w warstwie merytorycznej oraz nienaganny stylistycznie. Proszę jednak napisz w jaki sposób suweren czyli społeczeństwo polskie w roku 1920 pragnęło autonomi i zmian w konstytucji?
    Mam jeszcze jedno pytanie, czy twory które mają w nazwie demokrację, sprawiedliwość, obywatelstwo i inne słowa których same pojąć nie mogą nie chciały by się dowiedzieć w referendum czy najważniejsi w tym sporze czyli mieszkańcy Górnego Śląska chcą autonomi czy też nie ? Przy okazji wyborów, które nota bene nic nowego (dla społeczeństwa ) nie wnoszą – koszt minimalny. Oprócz wiedzy o tym co myśli społeczeństwo, na pewno znacznie wzrosłaby frekwencja, czy choćby ze względu na ostatni aspekt nie należały wykorzystać takiego prostego narzędzie.
    Jeśli ode mnie by zależały pewne sprawy, diety posłów uzależniłbym od jakieś czynnika społecznego np. frekwencji wyborczej, najniższego wynagrodzenia, wskażnika samobójstw, polityki prorodzinnej liczonej w zł. Ale ja chyba z innej strefy kulturowej pochodzę i takie zagrywki w Księstwie Warszawskim na pewno nie przejdą, nie po to chłopaki są przy korycie by ich ktokolwiek czytelnie rozliczał.

  30. Z postu @ Górnoślązak , wynika jasno że społeczeństwo polskie oprócz autonomi nie ma ochoty równieć na : renty z ZUS, żeby składka była składką, porządnych i nie droższych w budowie od Europy na zachód od tego społeczeństwa autostrad, skuteczny wymiar sprawiedliwości, segregowanie śmieci, by bandyci siedzieli w więzieniu, likwidację umów śmieciowych, rozkorzy korzystania ze SŁUZB(y) zdrowia, miejskich czy gminnych, programu nauczania zgodnego z trendami i zapotrzebowaniem , itd. Skoro tych rzeczy suweren czyli społeczeństwo nie potrzebuje, to czego potrzebuje ?

  31. Śleper
    23 sierpnia o godz. 11:21
    To chyba wierni fani niejakiej Chylinskiej oburzeni tym ze ktoś może w „naszym” odwiecznie Gdansku czy Opolu(dobra robota tow. Wiesława) spiewac po niemiecku( a może wychowani na patryjocie Rosiewiczu)
    Swoją drogą jedna z tych oburzonych nomen omen

  32. Nastepny dziadowski paszkwil. Jak nie mozesz pokonac, np. argumentami, to atakowac, a jeszcze lepiej: osmieszac. Stara metoda jak swiat stary. Vivat Autonomia.

  33. ***Wczoraj chłopcy w krótkich spodenkach ze skautowskimi kapeluszami zaśpiewali w Opolu. Po kilku ludowych czy skautowskich piosenkach zrobiła się wokół nich wrzawa. Kilku opolan wrzeszczało, że mają się wynosić. – Jestem oburzona, urodziłam się w czasie wojny – mówi Krystyna Bucka. – Jestem w Polsce i nie życzę sobie, by ktoś śpiewał po niemiecku. Mają swój kraj, niech tam śpiewają swoje niemieckie piosenki – dodała.
    Czterech policjantów przyjechało w dwóch radiowozach, ale tylko jedna policjantka umiała dogadać się z Niemcami. Prosiła, by przestali śpiewać i się rozeszli, bo tarasują ruch na deptaku.***

    Bardzo podobało moi się to wydarzenie. Pokazuje tę organiczną, wprost zwierzęcą nienawiść polskich „patriotów” do wszystkiego co niemieckie. Cudowne było działanie policji – kazali grzecznie zamknąć jadaczki i spieprzać z chodnika. Policzyłem na dużym zdjęciu, że było 9 chłopców z gitarami i stali grzecznie na skraju deptaka, bardzo szerokiego i prawie pustego.
    A zdaniem policji tarasowali chodnik. To prawda, ale nie sobą, takie chudziny. Tarasowali jednak szeroką ulicę tyrolskim kapeluszem, gdzie spodziewali się datków za działalność artystyczną. Ten kapelusik, niezauważony przez polskiego patriotę mógł spowodować śmiertelny upadek i policja powinna była ich spałować i odstawić do granicy przyjaznego obcokrajowcom kraju.
    I tak bardziej uczciwe były słowa nienawiści patriotki, niż kretyńskie uzasadnienie policjantki. Wystarczy spojrzeć na zdjęcia. Szeroka ulica Krakowska, obecnie deptak na kocich łbach, rzekomo mający pokazać historię miasta. Faktycznie pamiętam te kocie łby z roku 1947, potem był asfalt i po latach wrócono do poniemieckiej kostki, która i tak wylazła co zimę z pod asfaltu. Chłopcy faktycznie sprofanowali polskie płyty betonowe chodnika, ale kapelusz leżał na kostce, być może pamiętającej czasy cesarza Wilhelma, a może Fryderyka Wielkiego? W ciągu mojego życia np. zmieniała się nazwa najważniejszego placu kilkakrotnie: Kaiser Wilhelmplatz, Platz der S.A., plac Czerwonej Armii, a teraz chyba Kopernika. Podobnie inne miejsca. Historia jest bezlitosna, depcze wszystko, co zastaje.

    Ja i tak uważam, że jest już prawie dobrze, gdy patrioci wołają policję, a nie leją po gębie za niemieckie słowa, co było normą w latach 40-tych. Nikt wtedy nie wyręczał się policją w zbożnymi patriotyczny dziele repolonizacji. Polak potrafi!
    Cieszę się z takiego postępu, bo innego trudno się dopatrzyć. Baba na byku została przechrzczona na bojowniczkę o polskość (byk jako inseminator idei), o co jej nikt dawniej nie podejrzewał, tylko sobie ludzie kpili z tego niewydarzonego brzydactwa. Dobrze, że wyniosłem się z Opola, gdzie ksenofobi rządzą w strukturach „władzy rad”. Prezes znalazł tam mnóstwo pokrewnych dusz i nie dla zabawy wręczono mu szabelkę, ale po to, aby resztki kultury niemieckiej wyrąbać „gorącym” żelazem, aby rację miał prezes ze Zdzieszowic, który „jak dziś pamięta, jak 700 lat temu tu były polskie ziemie”, bo potem była absolutna pustka (próżnia doskonała) i wreszcie prawdziwa polskość katokibolopatriotyczna. Niech żyje i wzrasta – jak pederasta!

    PS

    Ja popieram te oburzone patriotki. Każdy powinien śpiewać w swoim kraju. Ta cholerna latawica Madonna sprofanowała Basen Narodowy (pewnie czatują tam teraz te śmiertelne ameby), a ostatnio te głupie Pink Floydy dopaskudziły!!! Won za wodę! Zieloną Górę wysłać do Rosji.

    Ja sobie po cichu śpiewam w domu, ściślej mówiąc gra mi YouTube piosenki z mojego dzieciństwa, ale na wszelki wypadek nie otwieram okna, bo sąsiedzi są z centralnej Polski i może ich to obrażać.

  34. Tak, tak Panie Dziadul, śpiewać można tylko w tym języku, który dominuje na danym terytorium, a takie pomysły jak autonomiczne regiony, są już zaiste bredniami nie z tej ziemi (tej ziemi). Przecież demokracja polega właśnie na tym (to jest specyficznie polska definicja tego ustroju politycznego), że to większość urządza reszcie nie swoje życie. Polacy się kompromitują na każdym kroku zrobionym poza granice swojego folwarku i jeszcze mają pretensje o to, że czasami ktoś im to wytknie i pouczy o zasadach jakie obowiązują gości.
    W Polsce (a już szczególnie na Śląsku) po niemiecku śpiewać nie można (wiadomo, II wojna), po rosyjsku nie (z tych samych powodów i tysiąca innych), po czesku nie z powodu braku entuzjazmu Czechów, gdy odbijano im Zaolzie, po ukraińsku (nowe państwo) też nie, bo rzeź wołyńska, Lwów i poddani polskich panów, po litewsku w żadnym wypadku z powodu zabrania Wilna i równie niskiego stanu co Ukraińcy. Nie wiem jak jest ze szwedzką piosenką, ale chyba potop i Karol Gustaw już się przedawniło?
    Ludu polski, zacznij zbiorową psychoterapię, zrób coś z sobą, możesz jeszcze wyjść na ludzi.

  35. Gornoslazak-gdybys mial troche inteligencji wrodzonej,to bys przeczytal historie pol prowincji Poludniowy Tyrol.Stwierdzil bys ,ze twoja uwaga o polskim spoleczenstwie jest ,delikatnie nazywajac,glupawa .Ty tego nie zrobisz,bos 100% polski osiol,nic dokladnie ,tylko Hurrrra.Lepiej wywolac Powstanie Warszawskie niz pomyslec.Dalej tak-do biedy!

  36. Panie redaktorze Dziadul czy zamiast zajmowania się zastępczymi tematami zajmie się pan Gliwicami czy też boi się pan polityków z PO a może redaktor Baczyński zabronił.

  37. Saurom
    Za rok będą w Gliwicach wybory samorządowe. zamiast pisac paszkwile na obecne władze Gliwic, wymyśl program wyborczy, przedstaw go mieszkańcom i wystartuj w wyborach. Sukces gwarantowany jeśli jesteś tak dobry.

  38. Obserwuję „życie blogowe” redakcji Polityki dopiero od kilku lat, a gazetowej nigdy nie czytałem. Zostawiałem tę przyjemność w PRL moim kolegom z PZPR. Passenta czy Rakowskiego znałem tylko z telewizji, pozostałych redaktorów wcale. Miałem swoje powody, aby nie interesować się polityką, na którą nie miałem wpływu.
    Od niedawna śledzę niektóre fora internetowe, gdyż komputer pozostał mi jako jedyne zajęcie. Zacząłem przypadkowo od Silesii, gdy natrafiłem na artykuł o bardzo brzydkim pomniku Dunikowskiego na górze św. Anny. Pamiętam bowiem piękne mauzoleum „anty-powstańców”, które zostało wysadzone w powietrze razem z ich prochami, aby udokumentować odwieczną polskość tej góry i jej okolic.

    Stał się ten temat znów modny, bo dziś bojówki pisowskie przygotowały transparent na demonstrację o patriotycznej wymowie „Tu jest Polska”. Transparent zostanie zademonstrowany szerokiej publiczności pod górą, w Zdzieszowicach, gdzie burmistrz już ma powyżej uszu zabierania do Warszawy profitów z działania lokalnego truciciela tej świętej góry i mieszkańców okolicy i proponuje autonomię regionu śląskiego ze sprawiedliwym podziałem podatków. On jest tego samego zdania co pisowcy, nie planuje oderwania od Polski, ale nie chce takich rządów właśnie w tej Polsce, w której leży ta góra. Wprawdzie krótko, patrząc na jej historię, ale wystarczająco długo, aby się dać we znaki mieszkańcom.

    Poruszane w Silesii tematy były mi bliskie i nawet włączyłem się dość mocno. Lubię określenia francuskie i gdy natrafiłem na „En passant” zacząłem czytać i pisać komentarze. Po jakimś czasie testowałem pozostałe blogi Polityki i koncentrowałem uwagę na kilku. W zasadzie powinien mi być najbliższy blog z wyrazem „Śląsk” w tytule, ale tam „życie” płynie tak wolno, że można usnąć. Podobnie dzieje się ostatnio na blogu o obiecującym tytule „Listy ateisty”. Jakoś bardzo mało listów piszą ci ateiści.
    Kilka lat temu czytałem wpisy i komentarze blogowiczów z przyjemnością i wdawałem się w polemiki nawet z dziarskimi trollami, ale mi przeszło! Teraz rozpleniło się takie chamstwo, że głównie przewijam i przewijam, zatrzymując „scroll’ tylko na kilku nickach.
    Zabawne – ale tyko do pewnego momentu – są fobie i obsesje niektórych potentatów blogowych, np. trójca złoczyńców z PRL’u u Sławomirskiego, kiepskie władze w Gliwicach u Saurona, czy ten kiosk ruchu, którego nie prowadził Tusk. Jest tego więcej, ale stali bywalcy wiedzą o czym piszę. Sam piszę na ogół długie komentarze i wolę blogi bez widocznej ingerencji moderatora, ale bawi mnie to coraz mniej. Głosowałbym za wprowadzeniem limitu ilościowego, co się da łatwo zautomatyzować.
    Odkąd pojawiła się pani Milla Jovović (piąty element) to palce mnie bolą od przewijania. Nie znam się tak dobrze na komputerach jak „staruszek”, więc nie wiem, jak automatycznie usunąć z pola widzenia ewidentnych trolli, więc chyba wnet dam sobie spokój z czytaniem i pisaniem.

    Dzieci uszczęśliwiły mnie na grandę tabletem z okazji urodzin i wklepali mi tam ebooki. Może znów zacznę czytać książki, bo od 10 lat nie jestem w stanie czytać normalnej książki z przyczyn „technicznych”. To mi wypełni czas i blogi Polityki przejdą na dalszy plan – choć też są w tablecie, ale na nim pisanie jest mordęgą.

  39. @Antonius
    Mam nadzieje, ze jednak Pan nie zrezygnuje z wpisywania swoich komentarzy, bo naleza do najciekawszych wpisow na tym i innych forach „Polityki”. Duzo sie od Pana dowiedzialem o Slasku. Przedtem moja wiedza byla ograniczona do opowiesci mojego wujka Slazaka, ktory najpierw nauczyl mnie rozrozniac Slask od Zaglebia. Sam byl z typowej rodziny: matka niemieckojezyczna, ojciec polskojezyczny z domieszka krwi zydowskiej wiec zamiast w Wehrmachcie byl w obozie. Przezyl, ale jego pierwsze slowa po powrocie w 1945 byly „w tym domu nie bedzie sie wiecej mowilo po niemiecku”.

  40. Jeronie, Antonius, dyć zaś tak niy (i co tu terozki) wajej (?), przeca nie jeześ som w tym łoceanie gupoty polskiej.
    Blog Jana Dziadula nawiedzają zapewne patrioci, więc się nie dziw, że moderator (merderator?) ma pewien zgryz z wpisami, bo podobno nie wszystko można publikować. Ja jestem zupełnie innego zdania, bo nic tak nie obnaża jak swobodna wypowiedź.
    Mnie osobiście też już coraz mniej obchodzą komentarze uczestników (ciągle ci sami) blogów POLITYKI i zniechęca mnie także do zabierania głosu obojętność gospodarzy forum blogowego (po co w ogóle piszą?).
    Tyż mnie to nudzi @Antoniusie.
    POzdro(waśń)

  41. Śleper 23 sierpnia o godz. 23:42
    „…Ludu polski, zacznij zbiorową psychoterapię, zrób coś z sobą, możesz jeszcze wyjść na ludzi.

    to nie lud polski, tylko polscy katolicy.
    Watykan najczęściej był w rekach niemieckich, ale lokalni urzędnicy Watykanu w Polsce szczuli i szczują swoje owieczki na Niemców, żydów, Rosjan itp, taka moda trzeba mieć wroga. Podobnie jak Fakt jest w niemieckich rekach a szczuje na Niemców.

    @ Antonius 30 sierpnia o godz. 10:39

    szkoda byś przestał pisać bo masz wiedzę, którą trudno znaleźć, ponieważ poprawnie politycznie „myślący” sporo zrobili by była niedostępna, albo po prostu nie chce/czas/ się szukać.
    Weź tez poprawkę na to, ze każdy ma inny wiek, interes, wiadomości, percepcje, inteligencje, tolerancje na poglądy innych, temperament itd. Ja jeszcze nie znalazłem kogoś kto by miał 100% racji albo był głupcem. Zawsze coś znajdę dla siebie.
    Ale skoro dzielenie się wiedza z nami nuży Cie, to masz racje, znajdź coś na zewnątrz, Tango, Salsa, Zumba, pływanie, flirty z młodymi kobietami itp.

  42. Szanowny Adamie z dużą liczbą dwójek!

    Niestety nie stać mnie na „zewnętrzne” zainteresowania, które mi proponujesz, choć bardzo bym chciał!!!

    Trzy dni temu minęła 10-ta rocznica mojego Waterloo – czyli udaru , który mnie uziemił. Proponowałem żonie – patriotce i katoliczce polskiej (prawdziwej a nie wydumanej) – abyśmy wzorem wątpliwych patriotów uczcili moją klęskę chociaż symbolicznie. Mam jednak kłopoty z realizacją zamiaru: Wódki i koniaków nie pijałem prawie całe moje życie (choć mam znaczny zapas na moją stypę, oj urżną się moi spadkobiercy!!!), wino mi ostatnio szkodzi, a tortu nie powinienem z powodu cukrzycy. Cóż mi zostało??? Nic z zaproponowanych uciech, tylko narzekanie na cały świat (i okolice) na forach internetowych.

    Z całej listy próbowałem tylko w sanatorium pływania z „makaronikiem” dookoła brzucha , aby się nie utopić zbyt wcześnie. Ze względu na nierówną pracę rąk kręciłem się w kółko, nie awansując ani trochę. Ucieszyłem tym widzów mojej działalności, ale to był główny zysk.

    Pisałem, że wkraczam na nowy etap komputeryzacji (przymuszony przez dzieci) – czytanie książek z tabletu. Zacząłem od serii Ludluma o Bournie (dla przypomnienia), a może dzieci mi coś nowego ściągną z sieci. To pochłania dużo czasu, którego mi nie brak. Będę jednak śledził zmagania blogowe (pewnie też na tablecie, tylko pisanie jest wybitnie utrudnione, chyba że podłączę zewnętrzną klawiaturę).

  43. Antonius
    31 sierpnia o godz. 13:11
    Szanowny Antoniusie.
    A może Adam 4×2 ma troche racji?. Może powinieneś spróbowac wyjść „na zewnątrz”. Wiem, że to może byc trudne, ale rózne wyzwania, wydawalo by się niemozliwe , dodaja sily do dzialania.
    W lipcu, podczas wedrówek po górach w Pitztal widzialem taki przypadek. byly organizowane biegi terenowe na 25, 45, 90 km. I patrze pomiędzy innymi zawodnikami biegnie dwóch facetow związanych linka dł. ok 1,5 metra. Pierwszy miał na plecach napis Führer, a ten drugi Blind. A trasa , szczegolnie przy zejściu była bardzo trudna dla „normalnego” turysty. Tak że, nie ma sie co poddawać, tylko próbować. Oczywiście nie namawiam Cię do górskich wędrówek, tylko do aktywności. Przepraszam jeśli Cię obrazilem moim wpisem, ale mysle, że najgorsze jest zamknięcie się w swoim świecie.
    Pozdrawiam.

  44. Zacznę od pochwalenia geniuszu jednego z największych Polaków – Henryka Adama Aleksandra Piusa Sienkiewicza. Kłamcą i fałszerzem historii (rzekomo dla pokrzepienia serc zgnębionych Polaków) był wielkim. IPN i Waszczykowski nieudolnie próbują doścignąć mistrza, ale nagroda Nobla należała mu się jak psu strawa i buda. Jednak nie tylko z dziedziny literatury (wspaniałej!) a psychologii i etnografii. Za co? Za wymyślenie mentalności pewnego Godsona – tfu – sorry – pomyliłem nazwiska! Chodziło mi oczywiście o Kalego. Sienkiewicz doskonale zgłębił umysły i serca Polaków i na ich wzór i podobieństwo stworzył Kalego. Skąd się wzięły u mnie takie refleksje i to w naprawdę historycznie ważnym dniu – 1. września?

    Rytuał poranny, tzn. słuchanie lokalnego radia przy śniadaniu. Poruszono kilka tematów, odsyłając zainteresowanych do strony internetowej radiopark.com.pl. Mnie zainteresował dalszy ciąg krucjaty „prawdziwych patriotów” przeciw burmistrzowi Zdzieszowic, który sugerował autonomię regionu śląskiego – proponując zakończenie ograbienia z podatków od zakładów lokalnych do centrali.
    Organizacja strony internetowej radia nie jest dla mnie łatwa. Z trudem znalazłem jakiś „Niezbędnik”, w którym reporterzy radia podali swój komentarz i umieścili zdjęcia.

    „Tu jest Polska”. PiS za odwołaniem burmistrza

    http://info.radiopark.com.pl/index.php/lokalne4/krapkowice/item/5242-tu-jest-polska-pis-za-odwo%C5%82aniem-burmistrza

    Za naprawdę ślicznym i profesjonalnym transparentem z banalną treścią (nawet małe dzieci w Zdzieszowicach wiedzą o tym, że ich miasto leży w granicach Rzeczpospolitej) jest duży transparent organizatora – „Gazeta Polska i PiS, klub w Opolu – naczelny „macher” i inicjator – Sławomir Kłosowski. W treści artykułu, którego nie umiem kopiować, tak dowcipnie to zrobiono, jest mowa o reakcji powiatowych struktur PiS na słowa burmistrza, choć Zdzieszowice nie leżą w powiecie Opolskim tylko Krapkowickim, a panowie demonstranci nie przyjechali chyba z Krapkowic, skoro reprezentują opolski klub partii???
    Jest natomiast obecny najgorszy „niemcożerca” regionu Opolskiego, który udaje, że i mnie – Ślązaka z Opolszczyzny – reprezentuje w Sejmie w kilku kadencjach. W sejmie robił, co było w jego mocy, aby zbojkotować ustawę o mniejszościach narodowych i etnicznych, żądał większego procentu mieszkańców, wnioskujących o dwujęzyczne nazwy, a gdy uchwalono ustawę, organizował nagonki na te napisy oraz tablice pamiątkowe, zachęcając bojówki „patriotyczne” do ich niszczenia.
    Tak ten pan mnie i innych autochtonów reprezentuje i wszystko robi dla mnie i tych resztek autochtonów, którzy jeszcze żyją i nie uciekli z pod tej troskliwej opieki. Serdeczne dzięki!
    Ów nie – mieszkaniec Zdzieszowic żąda ustąpienia burmistrza, przebąkując coś o honorze, a jestem przekonany o tym, ze nie rozumie tego pojęcia.

    Idąc jego śladem żądam ustąpienia burmistrza Ursynowa, gdyż niektórzy mieszkańcy tego miasta twierdzili, ze nie zajmuje się istotnymi sprawami Ursynowa, za co bierze pieniądze, a tylko organizuje nagonkę na „koleżankę” HGW, chcąc zająć jej miejsce.
    Kali to Kali, Ślązak też ma prawo korzystać ze skarbów polskiej kultury, skoro mu zaoferowano „repolonizację”, nie pytając go o zdanie.

    Kamieniem (kamyczkiem), który spowodował moje zainteresowanie drugim tematem, poruszonym na stronie internetowej i który znalazłem najpierw, była krótka notatka o wandalizmie, typowym u nas od lat.

    ***Manifestem i obywatelskim sprzeciwem nazwało kędzierzyńskie Radio Park zabazgranie na biało i czerwono niemieckiej nazwy na dwujęzycznych tablicach w Większycach. MN jest rozczarowana i kolejnym wybrykiem nacjonalistów, i brakiem potępienia go***

    Z tą notatką wiążą się moje rozważania o Sienkiewiczu i jego ciemnoskórym bohaterze. Jeśli ktoś niszczy napisy polskie na Litwie lub Białorusi, jest to potworna zbrodnia przeciw ludzkości, prawie jak drugi lub trzeci(?) Katyń, a na Opolszczyźnie jest to – cytuję ponownie fragment:

    ***Manifestem i obywatelskim sprzeciwem…***

    Kali w najczystszej postaci!!!!!!!!

    Przeczytałem felieton o burmistrzu Zdzieszowic, ale nie umiem cytować cudownych idiotyzmów w wypowiedziach pisowców – można je przeczytać, grzebiąc w tym linku, który podałem.

    Nawet nie chodzi o kretyńskie straszenie burmistrza prokuratorem za to, że chce sprawiedliwego podziału podatków, płaconych przez lokalnego zabójcę „ekologicznego”, Zakłady Koksochemiczne; zyski i tak idą za granicę, bo ktoś przehandlował te zakłady, gdyż były zawsze dochodowe. „Kali” chce szmal do Warszawy, a trucizny zostawić dzieciom zdzieszowickim, na leczenie których nie ma pieniędzy w budżecie gminy, okradanym w majestacie prawa przez Warszawę, do której te smrody nie dochodzą, tylko przekazy bankowe – czyste, wyprane z brudów koksochemicznych (pecunia non olet – jak mawiają Rosjanie).
    Do mnie (około 10 km) „zapaszki” dochodzą przy północnym wietrze, dlatego wiem o czym piszę. To faktycznie zbrodnia, ale co tak dokładnie???

    W państwie, gdzie prze do władzy organizacja pod sztandarem „Prawo i Sprawiedliwość” domagania się sprawiedliwości jest widać nietaktem!!!

    Przy okazji pisowcy obnażyli dobitnie głębię intelektu i poczucia sprawiedliwości. Bardzo podobało mi się sformułowanie o niemieckiej Polonii, gnębionej przez brzydkich Niemców z Berlina. Po cholerę siedzą np. w Berlinie, który jest już własnością Turków – niech wracają do kraju i do Zdzieszowic, czyścić piece koksownicze, to jedna z najpaskudniejszych prac z powodu potwornego gorąca i trujących wyziewów. Tam niech demonstrują swój patriotyzm, a nie na zmywakach niemieckich lub brytyjskich.
    Na brygadzistę, który będzie w pierwszej linii świecił przykładem, proponuję posła Kłosowskiego. Tylko bez transparentów, bo żar i trucizny zabrudzą nieco ten piękny dowód patriotyzmu – i infantylnej znajomości geografii!
    Może po pierwszej szychcie obywatel poseł zrozumie powody, dla których burmistrz żąda sprawiedliwego podziału podatków, co jest bardziej prawdopodobne w przypadku autonomii regionu niż obecnie. Do Opola lub Katowic jest bliżej ze Zdzieszowic niż do „stolycy”!

    Jeden z zarzutów członków PiS’u podczas manifestacji był genialny: „Dlaczego burmistrz nie kwestionuje sytuacji, że ***niemieckie supermarkety nie płacą podatku***”!

    Co ma piernik do wiatraka? Dużo więcej, bo piernik jest z mąki, być może uzyskanej z ziarna w młynie o napędzie wiatrakiem.
    Natomiast podatki wszystkich supermarketów ustala Warszawa, może nawet pan Kłosowski w odpowiedniej ustawie? Na pewno burmistrz małego miasteczka nie decyduje o płaceniu podatków przez centra handlowe. Może jedynie próbować walczyć z ich powstawaniem w mieście i w tym i tak nie ma szans.

    Odpowiedź burmistrza na bzdury i apele była krótka i treściwa. Przepiszę ją, tyle potrafię :

    ***Ustąpię ze stanowiska, jeśli ktoś zapewni, że podatki zostaną w gminie i mieszkańcy będą mieli zapewniony dobrobyt***

    Tak wygląda oświadczenie człowieka honoru, który nie jest przyspawany do fotela.

    Teraz mogę tylko oczekiwać od zawodowego posła, aby ten postulat zrealizował, a przynajmniej był tak aktywny w walce o taki cel, jak przy gnębieniu autochtonów – sukces będzie murowany!
    Wtedy może nawet będę na niego głosował w następnych wyborach (to oczywiście „wężykiem” – chorych z nienawiści „patriotów” jest już i tak za dużo w parlamencie).

  45. @Andrzej52
    31 sierpnia o godz. 21:26

    Tak ogólnie to wszyscy macie rację. Skoro Pan Bóg mnie tak kocha i doświadcza, to powinienem jakoś coś zrobić sensownego z tą resztką życia, która mi została. Nie mam jednak pomysłu. Nawet mam formalne warunki na obejrzenie najbliższego kawałka świata z tarasu, albo ogródka. Kilka lat temu nawet wierzyłem, że będzie lepiej od strony sprawności fizycznej. Robiłem wycieczki rolatorem w cyklu 4X100 m (kwadrat ulic dookoła domu), ale nastąpił poważny regres po ostrym zapaleniu trzustki; lata lecą i też nie powodują polepszenia i nie mam już wielkich marzeń mobilności – poza krótkimi wyjazdami do sklepów moim peugeot’cikiem z automatem.
    Pistoriusem nie będę, zresztą nie mam narzeczonej do egzekucji, ani broni palnej. Nawet nie wiem, gdzie się podziała moja proca z przed wojny?
    Wiem, że współpraca ślepego z głuchym może dać wyniki, ale to nie mój przypadek. Moja opiekunka jest domatorką, nawet nie chce iść do kina lub teatru, woli spać przy telewizji. Mamy telewizor 3D od pół roku i oglądaliśmy „już” jeden film z wypożyczalni i jeden program w TVP HD ze „strefy 3D”. Podwójne okulary to zaraza! Nie na dłuższą metę. Może wrócę do czytania książek na tablecie.

  46. Panie Dziadul!

    Nic się nie dzieje na blogu, więc tak mimochodem rzuciłem spojrzenie na początek Pańskiego wpisu i coś mnie zastanowiło:

    ***Dieter, kolego, czy wszystko dobrze przemyślałeś? Czy wiesz, dokąd zmierzasz? Przecież proponujesz autonomię przede wszystkim Polakom.***

    Ta wypowiedź zawiera pytania i stwierdzenie. Wyraz „Przecież” odnosi się ewidentnie do pytania o zamierzenia Dietera. Zastanawiam się – a do kogo miał się zwrócić Dieter w Polsce, jeśli nie do Polaków? Czy prawdziwy polski patriota jest uodporniony na trucizny? Czy tylko autochtoni chorują w naszym trójkącie śmierci? Nie wierzę!!!
    Na pewno Dieter nie myślał o tych kilku Chińczykach, których coraz więcej nawet blisko Zdzieszowic!
    Trochę istotna jest też definicja wyrazu „Polak”. Czy ma Pan na myśli bliżej nie sprecyzowanych „patriotów”, kiboli lub wyznawców religii smoleńskiej, czy myśli pan o obywatelach państwa o szumnej nazwie – nie pamiętam nawet aktualnej nazwy, bo mi się tyle razy zmieniała, że nawet numeracji Rzplitych nie zapamiętałem. Myślę, że Pan Dieter zwracał się do mieszkańców terenu z potworną bombą ekologiczną, wiszącą nad głowami, trującą już teraz miliony mieszkańców Śląska, a będzie jeszcze gorzej. Wprawdzie dzieje się to mniej spektakularnie niż w Syrii, ale dużo efektywniej. Może USA zbombardują znowu Zdzieszowice jak w 1944??? Leje po bombach jeszcze nie znikły całkowicie. Trują się ludzie, mieszkający w takich zadupiach jak Zdzieszowice czy Kędzierzyn, Bytom i okolice. Może najmniej w „Sauronowskich” Gliwicach, mimo paskudnych rządów oligarchy F. (obsesja Saurona).
    Mogę zrozumieć, że Niemcy podczas wojny mieli w dupie ekologię.
    Pamiętam potworny smród i dym w takim Bobrku, gdzie odwiedzałem wujka podczas wojny. Ciekawe, czy coś się polepszyło, czy wręcz przeciwnie?

    Po pierwsze hasło „ekologia” nie było jeszcze modne, a po drugie straty ludzkie nie miały wpływu na produkcję wojenną i to się liczyło. 70 lat rabunkowej gospodarki Polski po tzw. wyzwoleniu już nie jest tak czystych i uzasadnionych. Państwo truło obywateli świadomie i bez skrupułów. To właśnie zdaniem burmistrza Z. nie powinno trwać nadal.

    Było hasło „Cały naród buduje stolicę” i okradziono cały Śląsk z materiałów budowlanych. To rozumiem i nawet się nie potępiam – to była potrzeba chwili! Fakt, że przy okazji wiele bonzów partyjnych upiększało swoje prywatne wille tymi „zdobycznymi” materiałami to efekt uboczny. Styropianowcy nie byli mniej pazerni i zapobiegliwi.

    Dam tylko jeden przykład dewastacji zabytku na cele szabrownicze – zamek Książ koło Wałbrzycha. Perła architektury niemieckiej, totalnie wyszabrowany po wojnie. Widziałem efekty „repolonizacji” na własne okulary, bo pracowałem w Wałbrzychu. Znikły np. wszystkie piece kaflowe, ozdobne – może z Bolesławca (Bunzau słynęło z ceramiki – „bunclouki” to śląskie naczynia ceramiczne do kiszenia ogórków i kapusty).
    Teraz ogromnym kosztem ktoś próbuje odtworzyć urok zamku, ale nigdy nie będzie taki jak przed 1945 – choć nie ucierpiał na skutek działań wojennych, a tylko przez szabrownictwo, prywatne i pewnie usankcjonowane przez władze.
    Obecnie cały naród , gdyby wiedział co to Honor (+ Bóg i Ojczyzna) – powinien wołać:
    „RATUJMY ŚLĄSK PRZED ZAGŁADĄ EKOLOGICZNĄ”!!!

    Jeśli droga do uratowania regionu może prowadzić poprzez autonomię – to dlaczego nie?

  47. Przedziwna ta autonomia!

  48. Ciężko nie zgodzić się z opiniami że Pan Dieter tak naprawdę rozpoczął swoją kampanię wyborczą. Wybory samorządowe już niedługo, a zagrania tego typu, budzące skrajne emocje często są narzędziem właśnie propagandowym, związanym z wyborami.

css.php