Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Śląsk z bliska - Jana Dziadula blog patriotyczno-lokalny Śląsk z bliska - Jana Dziadula blog patriotyczno-lokalny Śląsk z bliska - Jana Dziadula blog patriotyczno-lokalny

4.07.2016
poniedziałek

August Hlond – prymas po przejściach

4 lipca 2016, poniedziałek,

Piątego lipca, w najbliższy wtorek, w 135. rocznicę urodzin Augusta Hlonda, prymasa Polski w latach 1926-1948, zostanie odsłonięty w Katowicach jego pomnik. Z postaciami na cokołach bywa różnie: budzą kontrowersje i w momencie ich ustawiania i ściągania.

Tak będzie i tym razem, choć na Śląsku emocje nie powinny być nadmiernie duże. A w kraju? Cóż – ci, którzy pochwalali albo przyzwalali na wydarzenia w Sejmie sprzed trzech lat, kiedy to podczas uchwały w związku z 65. rocznicą śmierci prymasa wyzywano go od konfidentów Gestapo, zdrajców i antysemitów; ci zostaną przy swoim. Jak zawsze będą tacy, którym to wszystko zwisa. Ale przecież są i tacy, którzy wiedzą, że pamiętnej jesieni w 1948 roku wypowiedział na łożu śmierci znamienne słowa: „Zwycięstwo, gdy przyjdzie, przyjdzie przez Maryję”. A na swojego następcę wskazał biskupa Stefana Wyszyńskiego. Wizjoner?

Był rok 1922 r. Administratorem apostolskim części Górnego Śląska przyznanej Polsce zostaje salezjanin August Hlond, urodzony w Brzęczkowicach k. Mysłowic – od 13 lat rezydujący w Wiedniu jako prowincjał olbrzymiej salezjańskiej inspektorii austriacko-niemiecko-węgierskiej. Pod koniec 1925 r. jest już biskupem nowej diecezji katowickiej, a w czerwcu, niecały rok później – arcybiskupem metropolitą gnieźnieńsko-poznańskim i prymasem Polski. Chwilę później nosi już kapelusz kardynalski.

Chwila 1925 r. jest ważna, bo znosiła wówczas kościelną jurysdykcję hierarchii pruskiej/niemieckiej z metropolią we Wrocławiu/Braslau na ziemiach włączonych do Polski.

Tę błyskawiczną karierę zawdzięczał papieżowi Piusowi XI, Achille Rattiemu, który od 1918 r. piastował funkcję wizytatora apostolskiego Polsce, a później nuncjusza. Poznali się jeszcze w czasie salezjańskiej pracy w Wiedniu. Historycy przypominają, że Rattii był jednym z dwóch – obok ambasadora Turcji – przedstawicieli zagranicznych, którzy nie opuścili Warszawy w czasie ofensywy bolszewickiej. Od stycznia 1920 r. reprezentował Watykan w Międzysojuszniczej Komisji Rządzącej i Plebiscytowej, która decydowała o podziale Górnego Śląska.

Znamienny dla przyszłości Hlonda był udział Rattiego w pierwszym powojennym zjeździe biskupów polskich w Gnieźnie pod koniec sierpnia 1919 r. Zjazdowi przewodniczył krakowski biskup Adam Sapieha, typowany wówczas do najwyższych kościelnych godności w odrodzonej Polsce. A Sapieha poprosił nuncjusza o opuszczenia sali tymi słowami: „Kościół polski chce rozstrzygać swoje sprawy bez wpływów zewnętrznych”. To zostało zapamiętane. Biskup krakowski dostał kapelusz kardynalski dopiero w 1946 r. z rąk innego papieża – Piusa XII.

Ten epizod musiał też mieć wpływ na nominację Hlonda, zwieńczoną godnością prymasa Polski. Awansując Hlonda, papież miał powiedzieć: „Mianuję syna ziemi śląskiej na prastary stolec biskupi, czym pragnę dać dowód, jak bardzo zależy mi na jedności Polski”. Papież doskonale znał sprawy polskie i powiązania naszych hierarchów z ruchami politycznymi. Znał też ich rolę, nie zawsze transparentną i jednoznaczną, z czasu zaborów. Pius XI był też znanym przeciwnikiem angażowania się duchowieństwa w działalność partii politycznych.

Stąd Hlond. Stąd też ówczesne opinie z marszu, że tym samym „strona niemiecka” uzyskała wpływ na Kościół w Polsce, niejako na rząd dusz. W publikacjach o Hlondzie przytaczany jest epizod z jesieni 1927 r., kiedy to przyjechał do Rzymu po kardynalski kapelusz. W kraju nie brakowało głosów, że otrzymał go za wierną służbę Watykanowi, kosztem interesów Polski. W czasie przyjęcia na jego cześć prymas (świeży kardynał) opowiadał różne wesołe historyjki z przeszłości. I gdy w pewnym momencie padło prowokacyjne pytanie: kiedy to było – w czasie, gdy był jeszcze Niemcem, czy już Polakiem? – Hlond, niespeszony sytuacją, odpowiedział z serdecznym śmiechem, że był już Polakiem. Takie też były śląskie wybory w tamtych czasach. Józef Szelchauz, adwokat Trybunału Roty Rzymskiej, najwyższego sądu apelacyjnego od wyroków biskupów, wspominał: „Jeżeli chodzi o teren Rzymu, to Włosi uważali Hlonda za Włocha, Niemcy i Austriacy – za Niemca, a w Polsce niektórzy uważali go za Polaka. De facto był on czystej krwi Watykańczykiem i służył tylko Watykanowi”.

Z kolei na Śląsku uważany jest – i to będzie niebawem podkreślane – za jednego z najwybitniejszych Ślązaków i Polaków.

A co do antysemityzmu? Najczęściej wypomina się Hlondowi list pasterski z lutego 1936 r. („O katolickie zasady moralne”) oraz odmowę potępienia pogromu kieleckiego w 1946 r. List pasterski był reakcją na szerzące się w Polsce nastroje antyżydowskie. Potępił w nim wszelkie formy przemocy i wezwał do traktowania Żydów jak bliźnich i sąsiadów. Ale też zarzucił im m.in. propagowanie ruchu bolszewickiego toczącego wojnę z Kościołem katolickim, oszustwa, lichwę, wywieranie – jako awangarda bezbożnictwa – negatywnego wpływu na młodzież katolicką.

To, że wprost nie potępił pogromu kieleckiego, jest faktem. Jednak na spotkaniu z dziennikarzami amerykańskimi mówił o nim tak: Kościół katolicki zawsze i wszędzie potępia wszelkie mordy. Potępia je też w Polsce, bez względu na to, przez kogo są popełnione, i bez względu na to, czy popełnione są na Polakach czy na Żydach, w Kielcach lub innych zakątkach Rzeczypospolitej. W czasie eksterminacyjnej okupacji niemieckiej Polacy, mimo że sami byli tępieni, wspierali, ukrywali i ratowali Żydów z narażeniem własnego życia. Niejeden Żyd w Polsce zawdzięcza swe życie Polakom i polskim księżom. Że ten dobry stosunek się psuje, za to w wielkiej mierze ponoszą odpowiedzialność Żydzi, stojący w Polsce na przodujących stanowiskach w życiu państwowym, a dążący do narzucenia form ustrojowych, których ogromna większość narodu nie chce. Jest to gra szkodliwa, bo powstają stąd niebezpieczne napięcia. W fatalnych starciach orężnych na bojowym froncie politycznym w Polsce giną niektórzy Żydzi, ale ginie nierównie więcej Polaków.

Taki był Hlond ze swoimi poglądami w roku 1946. – ze swoim stosunkiem do Żydów i powojennej rzeczywistości. To było już po zerwaniu przez władze konkordatu. Ale też było to w okresie wielkiego dzieła prymasa, które zasługiwało na pomnik w PRL, gdyby tamto państwo, rzecz jasna, mało inne oblicze. To było błyskawiczne ustanowienie polskiej administracji kościelnej – po wymuszeniu zrzeczenia się jurysdykcji od dotychczasowych niemieckich władz – na ziemiach zachodnich i północnych. Rzecz nie do przecenienia, kiedy administracja państwowa znajdowała się jeszcze w powijakach, a na te tereny ściągały miliony z kresów wschodnich. Bardzo się to Kościołowi niemieckiemu nie podobało.

I jeszcze o przypisywanej Hlondowi zdradzie wojennej – prymas opuścił bowiem Polskę 14 września 1939 r. (nawet został ranny podczas bombardowania kolejowej stacji). Uciekł czy celowo wyjechał? Przez Rumunię dostał się do Rzymu. Stamtąd do Francji, gdzie do kwietnia 1943 r. przebywał w Lourdes. Kraj miał opuścić za namową prezydenta Ignacego Mościckiego i marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego, którzy zakładali, że Niemcy będą chcieli w okupowanej Polsce uczynić prymasa „zakładnikiem narodu”.

Zdaniem apologetów Hlonda stał się on za granicą głosem podbitego narodu. Już w pierwszym wystąpieniu w Radiu Watykan mówił z zapałem do słuchaczy: Nie zginęłaś Polsko, bo nie umarł Bóg! Bóg nie umarł i w swoim czasie wkroczy w wielką rozprawę ludzi i po swojemu przemówi. Z jego woli w chwale i potędze zmartwychwstaniesz i szczęśliwa żyć będziesz – najdroższa Polsko, męczennico…

Już na początku emigracji znosił bolesne ciosy ze strony Polonii amerykańskiej, która po części obwiniała Kościół katolicki za wrześniową tragedię. Samemu prymasowi zarzucano sprzeniewierzenie polonijnych darów – pieniędzy, złota i kosztowności – przesłanych jeszcze przed wybuchem wojny. Hlond długo tłumaczył się, że wszystko przekazał Funduszowi Obrony Narodowej.

Wypominano mu także, że duszpasterze i lekarze zawsze, nawet w najgorszych sytuacjach wojennych, „pozostawali przy chorych na duchu i ciele”. Więc zdradził kraj w potrzebie? A może był jedynym w okupowanej Europie najwyższym hierarchą, który nie poszedł tym samym na współpracę z Niemcami – pod różnymi szyldami? Nie wiem.

Na początku 1944 r. został aresztowany przez Gestapo i internowany w Paryżu; a następnie przebywał w klasztorach we Francji i III Rzeszy, w Westfalii. Dla jednych wykazywał się odwagą, odmawiając podpisania hitlerowskich odezw do Polaków w zamian za zwolnienie – dla innych ten okres pozostaje tajemniczy, stąd też bolesne domniemywanie kolaboracji. Snute już w czasie wojny, a tym bardziej po, kiedy stanowczo dystansował się od nowego ustroju.

Kiedy w kwietniu 1945 r. został wyzwolony przez Amerykanów, natychmiast udał się do Rzymu, a w lipcu – mimo sprzeciwu rządu w Londynie – był już w Poznaniu. Został zaopatrzony w szczególne pełnomocnictwa Piusa XII, związane z mianowaniem administratorów apostolskich (z prawami biskupów ordynariuszy) – to właśnie pozwoliło na szybkie utworzenie administracji kościelnej w nowych granicach Polski. W marcu 1946 r. został metropolitą warszawskim.

Stosunek do władzy ludowej niech odda odmowa „uwierzytelnienia” prezydenta Bolesława Bieruta wspólną przejażdżką ulicami Warszawy. W 1947 r., po wyborach do Sejmu, który miał z kolei wybrać Bieruta na prezydenta, zaproponował to prymasowi wiceminister spraw wewnętrznych, a Hlond na to: „Wybory do tego Sejmu są największym oszustwem w dziejach Polski. Kościół tego akceptować nie może”.

Kiedy 22 października 1978 r. świętowaliśmy w Rzymie uroczystość inauguracji pontyfikatu Jana Pawła II, papież w swym herbie umieścił słowa: Totus Tuus – Cały Twój, Maryjo. Wówczas prymas Stefan Wyszyński skonstatował: „Wypełnia się testament kardynała Hlonda, który 30 lat temu umierając w Warszawie, powiedział: Zwycięstwo, gdy przyjdzie, będzie to zwycięstwo Matki Najświętszej”.

Od 1992 r. trwa proces beatyfikacji kardynała Hlonda.

Pomnik w Katowicach na pewno nie będzie poświęcony postaci niepokalanej, bo takich nie ma. Niepokalani są tylko ci, którzy w danym momencie dają sobie prawo oceny innych. I głośno o tym krzyczą. Jak w Sejmie sprzed trzech lat. Ale Sejm stanął za nim niemal ponad podziałami i przyjął uchwałę podkreślającą istotną rolę Hlonda w integracji z Polską nowych ziem: po 1922 r., a tym bardziej po II wojnie.

Prymas Hlond zamieszka w prawie 5-metrowym monumencie i obroni się przed niepokalanymi. Szczególnie w Katowicach.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 5

Dodaj komentarz »
  1. Czas łagodzi swary. Myślę, że w obecnych Katowicach przykatedralny pomnik pierwszego administratora apostolskiego a następnie ordynariusza diecezji katowickiej nie wzbudzi wielkich dyskusji. Dla większości Ślązaków kardynał Hlond był urodzonym na Śląsku synem polskiego emigranta. Do tego w młodych latach nie zdążył wrosnąć w śląskie środowisko urodzenia bo w wieku 15 lat wylądował w zakonie salezjanów i realizował już tylko i wyłącznie interesy tej instytucji. Dla miejscowego i polskiego Kościoła katolickiego jest wartościowym przykładem człowieka, który osiągnął spory sukces życiowy dzięki wejściu w struktury organizacyjne Kk. Czy ziemia śląska odniosła jakąś korzyść z faktu jego urodzenia się i dzieciństwa na Śląsku? Jak na tak znaczącą postać, odpowiedź nie jest chyba jednoznacznie pozytywna. Może dlatego, że został właśnie Watykańczykiem i w tej roli się zapisał najbardziej. Tak też był odbierany przez większość ludzi świeckich, a może i sporą część kleru polskiego. Śląsk w życiu prymasa Polski był jedynie epizodem. We mnie nie budzi żadnych emocji.

  2. Panie Janie
    Wskazujac na niejednoznaczności, wskazuje Pan na jednoznaczności mrocznej i lichej postaci Hlonda.
    Zanim przejdę do rzeczy, chętnie bym się dowiedział, jaka cenność postaci Hlonda kryje się w tym:
    „w 1948 roku wypowiedział na łożu śmierci znamienne słowa: „Zwycięstwo, gdy przyjdzie, przyjdzie przez Maryję”.

    Ta „znamienność” i ta „Maryjość” wygląd na ten sam rodzaj, co ta sama Maryja, co fruwała nad polem bitwy z bolszewikami i ich przerażała, przez co zwyciężyła w bitwie i Polskę ocaliła”.
    Ocywiście, były tysiące świadków tego fruwania i przerażnia. Gawiedź siedziała na drzewach, na dachach i się gapiła na dokonania Maryji.
    Musiał o tym wiedzieć sam Hlond, a może i sam to oglądał naocznie.

    Następny cytat. bardzo ZNAMIENNY:
    „Historycy przypominają, że Rattii był jednym z dwóch – obok ambasadora Turcji – przedstawicieli zagranicznych, którzy nie opuścili Warszawy w czasie ofensywy bolszewickiej. ”
    Ratti – czyli Pius XI.
    Bardzo to świetne, że siedział wtedy w Warszawie, mając w sobie wielką odwagę siedzenia prawie o rzut granatem od bolszewika.

    Kolejny cytat:
    „Pius XI był też znanym przeciwnikiem angażowania się duchowieństwa w działalność partii politycznych.”
    Tu nie wiem: czy to Pana myśl, czy echo cudzej.

    Idźmy dalej z cytatami z Pana tekstu:
    „Najczęściej wypomina się Hlondowi list pasterski z lutego 1936 r. („O katolickie zasady moralne”) oraz odmowę potępienia pogromu kieleckiego w 1946 r. List pasterski był reakcją na szerzące się w Polsce nastroje antyżydowskie. Potępił w nim wszelkie formy przemocy i wezwał do traktowania Żydów jak bliźnich i sąsiadów. Ale też zarzucił im m.in. propagowanie ruchu bolszewickiego toczącego wojnę z Kościołem katolickim, oszustwa, lichwę, wywieranie – jako awangarda bezbożnictwa – negatywnego wpływu na młodzież katolicką. ”

    Co zdanie – to kłamstwo, mataczenie, moralna obrzydliwość.
    W 1936 „nastroje antyżydowskie” (cóż za ślicznie obrzydliwy eufmizm, gdy za niemiecką granicą rozkręcały się pogromy antyżydowskie, gdy wdrażano ustawy odbierające im majątki, pozyje,, godność i życie, a Hlond „zanim został Polakiem, był Niemcem”.
    Nastroje antyzydowskie w Polsce rozniecali sami katolicy. Poddani Hlonda. Zarzut, że Żydzi „propagują bolszewizm”, który jest konurencyjny wobec katolicyzmu co ma usprawiedliwiać antysemityzm, jest obrzydliwością.
    Kłamał Hlond pisząc, że „Potępia (Kościół kat.) wszelkie formy przemocy. Nie wszelkie, tylko cudze, i to tylko te, które Kościołowi nie pasowały. Ta przemoc, którą sam stosował lub która była dla niego wygoda, nigdy nie była przez Kościół potępiana. Było coś odwrotnego – nieskończoną ilość razy była usprawiedliwiana i uświęcana.

    Następny cytat:
    „To, że wprost nie potępił pogromu kieleckiego, jest faktem. Jednak na spotkaniu z dziennikarzami amerykańskimi mówił o nim tak: Kościół katolicki zawsze i wszędzie potępia wszelkie mordy. Potępia je też w Polsce, bez względu na to, przez kogo są popełnione, i bez względu na to, czy popełnione są na Polakach czy na Żydach, w Kielcach lub innych zakątkach Rzeczypospolitej. ”

    To samo kłamstwo, powtórzone po latach i po doświadczeniu wojny oraz Holocaustu: „Kościół kat. zawsze i wszędzie potępia wszelkie mordy”.
    „Bez względu na to, przez kogo są popełnione”.
    Kłamstwo za kłamstwem.

    dalej czytam to z Hlonda u Pana:
    ” W czasie eksterminacyjnej okupacji niemieckiej Polacy, mimo że sami byli tępieni, wspierali, ukrywali i ratowali Żydów z narażeniem własnego życia. Niejeden Żyd w Polsce zawdzięcza swe życie Polakom i polskim księżom. Że ten dobry stosunek się psuje, za to w wielkiej mierze ponoszą odpowiedzialność Żydzi,…”

    Łgarstwa, łgarstwa, fałszerstwa, przeinaczania, przemilczania Hlonda.
    Predwojenne polskie „nastroje antyżydowskie” przeistoczyły się we współmordowanie Żydów przez Polaków. Samych podwładnych Hlonda – katolików.
    „Niejeden Żyd zawdzięcza zycie Polakom i polskim księżom”. I nic o tym, że znacznie bardziej niejeden „zawdzięcza” własną śmierć i śmierć bliskich „Polakom i polskim księżom”.
    Tu czas by przypomnieć jednego z wybitnych polskich przedwojennych żydożerców – ks Maksymiliana Kolbe („świętego”). I liczne, liczne, tłumne grona innych księży ktolickich, i nieprzeliczone zastępy katolików, co rozniecały „nastroje antyżydowskie”, a następnie mordowały.
    Wrócę do fragmentu cytatu: „ten dobry stosunek się psuje, za to w wielkiej mierze ponoszą odpowiedzialność Żydzi”
    DOBRY STOSUNEK, powiada łgarz Hlond. Jaki dobry, skąd? Kto tu, kiedy ,dla kogo był DOBRY? Nie katolik, bo on rozniecał nastroje antyżydowskie przed wojną, w czasie wojny, oprócz „ocalenia niejednego Żyda”, namordował mnóstwo Żydów, zdradzil, sprzedał na mord, zaś katoliccy mordercy z III Rzeszy kończyli morderczą robotę. Przecież ten Żyd to była bolszewia, której „ogromna większość narodu nie chce” jak sam stwierdza.
    Jeśli kto tu był dla kogo DOBRY, to Żyd dla Polaka, nie odwrotnie.

    W sprawie „dobroci” kłamcy Hlonda należy przypomnieć, że Pismo Święte, w którym każde słowo, każda litera, każde muśnięcie i oddech przy czytaniu są święte, bo spisane przez Boga, za pomocą ręki człowieka, mówi u św. Pawła jasno co do Żydów.
    Od czasu spisania, a dokłaniej jeszcze przed spisaniem Pisma Świtego” chrześcijanie wzięli się za prześladowanie i mordowanie Żydów. Getta dla Żydów, jeszcze w czasach sarożytnych, to chrześcijański wynalazek protoplastów kardynała Hlonda.

    Dalej nie chce mi się już cytować kłamstw Hlonda.
    Podsumowując przywołam sumę powyższych cytatów: jak to przyszły Pius XI dzielnie siedział w warszawie w 1920, jak to zakazywał działalności politycznej, jak to Kościół kat zawsze i wszędzie był przeciw przemocy i bronił Żydów.
    Otóż tenże papież, Pius XI, protektor Hlonda, wielki miłośnik Hitlera, jak tylko Hitler doszedł do władzy,, natychmiast podpisał z nim konkordat. Skutkiem konkordatu było to, że Hitler i jego mordercy, z których co trzwci był katolikiem, dostali pełen dostęp do katolickich ksiąg parafialnych. Było to najpelniejsze, najpewniejsze, najdoładniejsze źródło wiedzy hitlerowców o tym, kto jest Żydem, kto się przechrzcił, kto jest z kim skoligacony. na tej podstawie mogła III Rzesza dopaść każdego Żydam przechrztę, w linii zstepnej, wstępnej, bocznej. Dopaść i zamordować.
    Co trzeci morderca w III Rzeszy był katolikiem. Reszta to byli inni chrześcijanie.
    Niemal każdy morderca w Polsce był katolikiem.
    Wszyscy – wyznawcy i uczniowie Pisma Świętego.
    Zaś następca Piusa XII, Pius XII był Hitlerem tak zachwycony, że jego wychwalanie było główną troską tego papieża.
    Hlond robil karierę kościelną i za Piusa XI i za XII.
    A pisząc i wygłaszając juz po wojnie, te monstrualne łgarstwa i podłości, miał doświadczenie tego czasu. Musiał jednak, i chciał być jak inni funkcjonariusze Kościoła kat: koszmarnym, mroczym kłamcą i oszustem.

    Zatem w Katowicach staje pomnik.

  3. Tanaka

    Nic dodac nic ujac.

  4. Prymas po „przejsciach”(?)

    Tak jak to moj uprzedni komentator @Tanaka w doskonalym tekscie wyluszczyl, to nie wiem, co mozna wlasciwie jeszcze dodac. Jakis ironiczny splot „swietosci” z wieloletnim w praktyce i teorii antysemityzmem zakonnika z Niepokalanowa. Przehladalem numery „Rycerza Niepokalnej” z tamtych lat a z ktorego tresciami to dyr. Rydzyk wychodzi na
    skauta. Broszury tamtych lat z imprimatur koscielnym tak bardzo korespondowaly z tresciami „Der Stürmera” czy innych hitlerowskich gadzinowek. Nawet dla tego, ktory
    byl jego nastepca nie bylo wcale jasne, czy Zydzi biora krew na mace. „Na procesie
    Beilisa zebrano duzo dawnych i wspolczesnych ksiag zydowskich, lecz kwestia uzywania przez Zydow krwi nie zostala decydujaco rozwiazana”.
    To byla ujednolicona propaganda i ze strony Panstwa i Kosciola w stosunku do ludnosci zydowskiej w RP w tradycyjnej legendzie o „zydokomunie” i dla wielu dygnitarzy nie-Zydow wymyslano drzewa genealogiczne o ich pochodzeniu zydowskim.
    W maju 1946 roku rabin David Kahane oraz generalny sekretarz zydowskich zrzeszen religijnych prof. Michal Silberberg udali sie do sidziby prymasa Hlonda (wowczas byla w Poznaniu), by uzyskac audiencje i prosic o wydanie listu pasterskiego w sprawie niemal
    c o d z i e n n y c h mordow. Jednoczesnie zlozyli w kancelarii prymasowskiej memorandum, w ktorym autorzy ostrzegali przed wybuchem, jesli Kosciol nie zabierze w tej sprawie glosu. Prymas Hlond blyskawicznie zwrocil memorandum za posrednictwem
    swego sekretarza i odmowil przyjecia tej r e l i g i j n e j delegacji.
    3 czerwca 1946 roku, jeszcze miesiac przed kieleckim pogromem, po bardzo zmudnych zabiegach, prymas Hlond przyjal przybylego ze Stanow Zjednoczonych prezesa Swiatowego Zwiazku Zydow Polskich Jozefa Tennenbauma. Dr Tennenbaum popieral swoje dowody zgromadzonymi materialami i lista zamordowanych a z kolei replika
    prymasa Hlonda byla steretypowa, ze Zydzi obecni sa we wladzach rezimowych, ktore
    „usiluja wprowadzic ustroj, ktoremu wiekszosc narodu jest wroga” – czyli „zydokomuna” i koniec. Tylko jak trudno jest w tym gremium znalezc setki zwyklych ocalencow, ktorzy
    przezyli Zaglade, by juz po wyzwoleniu byli zabici przez roznego rodzaju szumowiny spoleczne z imprimatur milczenia koscielnego. A w tydzien po pogramie kieleckim, 11 lipca, w wywiadzie udzielony zagranicznym dziennikarzom prymas Hlond jedynie powiela swoje „przemyslenia” (S.I. Schneiderman, Between Fear and Hope, Arco Publishing Co., New York 1947).
    Mozna jeszcze pisac wiele i mnozyc rozliczne przyklady jak Kosciol katolicki ze swoja
    teza: „Niemcy mordowali narod zydowski dlatego, poniewaz Zydzi sa szerzyecielami komunizmu”.
    Kolega blogowy @Tanaka w swej replice jeszcze raz udowodnil, ze za kazdym nawrotem antysemickiej fali i takich dzialan cierpia oczywiscie Zydzi. Jest jedna rzecz rowniez wazna – ucierpi Polska praktycznie i moralnie w opinii swiata.

    PS
    Wystawilbym „pomnik” owczesnemu biskupowi czestochowskiemu Teodorowi Kubinie, ktory jedyny wystapil przeciw pogloskom o „mordzie rytualnym”, poszczegolnym ksiezom zwiazanym ze srodowiskiem „Tygodnika Powszechnego” pod redakcja Jerzego Turowicza, ktorzy wystepowali przeciwko propagandzie nienawisci.
    Oni nie potrzebuja pomnika. Oni byli i sluchali Kazania na Gorze.

  5. Tanaka
    4 lipca godz. 19:26
    August Hlond był typowym człowiekiem Kościoła katolickiego. Został przez ten Kościół ukształtowany i ukierunkowany na realizację interesów swej organizacji. Jako książę kościoła wszedł w wąski decyzyjny krąg najbardziej wtajemniczonych. I jako taki był absolutnie oderwany od problemów codzienności. Oderwany nawet od problemów szeregowego duchowieństwa.
    Jeśli chodzi o pomnik tego hierarchy, to wątpliwości może budzić fakt ufundowania przez władze miejskie Katowic za pieniądze podatników, a nie z publicznej zbiórki. Ale to zwyczajowy sposób polskich urzędników, wchodzenia w kościelne łaski za cudze, społeczne pieniądze. Czemu trudno się z drugiej strony dziwić, gdyż po 1989 roku, pierwszy arcybiskup katowicki nazywany był głównym kadrowcem województwa. A przecież jako zwyczajny ksiądz abp Damian Zimoń był skromnym człowiekiem. Zmieniło mu się dopiero po otrzymaniu biskupiej purpury. Może to strój zmienia ludzi Kościoła? Opisane przez Ciebie przywary kard. Hlonda, zdają się potwierdzać takie przypuszczenie. Nosił się bardzo strojnie. Pomnik w Katowicach stanął.

css.php