Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Śląsk z bliska - Jana Dziadula blog patriotyczno-lokalny Śląsk z bliska - Jana Dziadula blog patriotyczno-lokalny Śląsk z bliska - Jana Dziadula blog patriotyczno-lokalny

21.11.2015
sobota

Zjednoczeni – poskromieni

21 listopada 2015, sobota,

Po ptokach. W efekcie wyborczego turnieju „ranny jeleń roni łzy, a zdrów mknie do zabawy”*. A co ze Zjednoczonymi dla Śląska? Dziwna, ciut wstydliwa cisza otuliła szczelnie niemiecki projekt, który pozwalał ominąć próg wyborczy i trzymać w garści przynajmniej kilka mandatów. Kibicowałem i do końca wierzyłem, że tak będzie – niestety tym ciekawym pomysłem zaczął w pewnym momencie zarządzać Ruch Autonomii Śląska.

RAŚ dał na listy awangardę swoich najwybitniejszych zarówno członków, jak i sympatyków. Tych od języka, narodowości, autonomii, muzealnictwa i od wszystkiego, co górnośląskie, a nawet w nazwie zwyczajnie śląskie – postaci obecnych od kilkunastu lat w mediach i innym życiu publicznym. Bo jeśli Zjednoczeni byli pomysłem chwili i entuzjazmu – to oni już nie!

Czy dlatego wszystko poszło tak, że „o dupę roztrzaść”? Za przeproszeniem, rzecz jasna. Przecież nie wylecieli sroce spod ogona. To osoby znane i celebrowane, które same podkreślają, że stoi za nimi blisko 400-tysięczna armia czystych Ślązaków i drugie tyle zakręconych w różnych konfiguracjach. Toć to oni paradują w corocznym barwnym korowodzie, który wybucha co chwila gromkimi hasłami: Autonomia rzecz wspaniała, jak Śląsk syty – Polska cała! Twierdzą, że porywają tłumy.

Niemcy na Opolszczyźnie też nie błysnęli – trochę pod 28 tys. głosów starczyło na jeden mandat dla Ryszarda Galli – sam dostał niecałe 10 tys. A tu masz – w podobnej wielkości okręgu katowickim na niemiecko brzmiącą drużynę pada niecałe 11 tys. głosów. A w rybnickim, też sporym przecież mateczniku autonomistów – tam się objawili w 1990 r., a ja przy narodzinach byłem, a jakże – około 8 tys. Przecież tak sromotnie przegrać nie mieli prawa. Pomóżcie, poradźcie mi to zrozumieć!

Już nosiłem się z konstrukcją swoich własnych wniosków, kiedy zaskrzeczało stare radio (jeszcze z zielonym oczkiem), a chwilę później odezwał się głos czysty jak kryształ: Tu statek kosmiczny Autonomia’2020, wracamy na Ziemię. Ziemia – Warszawa – Katowice! Czy ktoś nas słyszy? Potrzebna pomoc przy lądowaniu…

Powiem szczerze – zgłupiałem! Dmuchnąłem w podręczny alkomat, a w nim 00. Więc co jest grane? Oczywiście pamiętam, że jakąś dekadę temu A’20 wystartowała w przestworza, żeby z lotu ptaka ogarnąć spojrzeniem krainę, zamieszkałą przez ciemny lud, który nie chce wyzwolić w sobie autonomicznej euforii. Żeby popatrzeć, jak to się dzieje na innych ciałach niebieskich. Żeby zapytać Małego Księcia, dla którego róża jest tym, czym dla nich wyśniona autonomia. Wieczną niespełnioną tęsknotą. Raczej nie liczyłem, że wrócą na Ziemię. A tu proszę: kosmiczny SOS! Niczym Apollo13: Houston, mamy problem!

Uszczypnąwszy się dla własnego utwierdzenia, że nie śnię – nieśmiało, pełen obaw, rzuciłem w stronę zielonego oczka: – Słyszę was A’20 – tu przedstawiłem się – w czym mogę pomóc? No i cud się stał – głos zaklął szpetnie i przemówił: – Ależ paskudnie trafiliśmy, choć słyszymy cię bardzo dobrze. Poradzisz nas sprowadzić na Ziemię?

Po chwili opowiedzieli o swojej misji. Byli na kilku planetach, ale takich eksperymentów jak Autonomia’2020 nie zaobserwowali. Na jednej, owszem, było coś na rzeczy, ale autonomistów zjedli przeciwnicy. Siłą rzeczy i oni też musieli ratować się ucieczką w przestrzeń. Ostatni kontakt ze swoimi autonomicznymi kontrolerami lotu mieli w momencie zawiązywania się Zjednoczonych – potem wpadli w czarną dziurę albo kosmiczną burzę; to ich pierwsza od miesięcy łączność z Matką Ziemią. Ilu naszych w Sejmie? – pyta głos.

Jak im odpowiedzieć, żeby nie skłamać? – No, Niemcy mają jednego reprezentanta z Opolszczyzny… Ale naszych nie ma, nie poradziliśmy. Podałem wyniki. Cisza, a potem… nawet zacytować nie mogę. Ale zaraz padło pytanie o wynik wodza autonomistów. Co powiedzieć, żeby nie skłamać? – Szef nie poddał się wyborczej weryfikacji, ale zaraz po przegranej zapowiedział utworzenie Śląskiej Partii Regionalnej… Zapadła krępująca cisza. Wreszcie odezwała się astronautka: – Szef jak zwykle mądrze postąpił, ale jak przekroczymy w skali kraju próg wyborczy, kiedy w dwóch dużych górnośląskich okręgach nie uzbieraliśmy razem do kupy nawet 24 tys. głosów na jeden mandat?

Pierwsze śliwki robaczywki – pomyślałem. A’20 zaczęła dopytywać się o warunki do lądowania. Oczywiście, w sensie politycznym, bo z pogodą sobie poradzą. Tłumaczę więc, że zwyciężyła partia, która – jakby to powiedzieć, żeby nie skłamać? – autonomię traktuje z groźnym przymrużeniem oka. To ci od ukrytej opcji niemieckiej? – zapytał Kosmos. Ci! Wiązanka, a potem cisza. To znaczy dla naszego projektu może być jeszcze gorzej, niż było?! Teraz głos przeszedł w dyszkant. Postanowiłem pójść na całość. Może!

To może spróbujemy wylądować w Katalonii? – padło pytanie. Tłumaczę, że owszem, secesjoniści mają większość w swoim parlamencie, ale otrzymali niecałe 48 proc. głosów. Do tego żrą się między sobą jak pies z kotem i wszystko jeszcze jest możliwe. Do tego 2,5 mln Katalończyków nie poszło na głosowanie. Ostatnio za rezolucją o utworzeniu państwa katalońskiego było 72 posłów – przeciwko 63 (wyraźnego parcia więc nie ma). Madryt, oczywiście, nie przyjmuje tego do wiadomości i grozi wszelkimi konsekwencjami. Nie ma więc pewności, jak toczyć się będą losy Katalonii w chwili lądowania.

Co więc mamy robić? – zapytała inna odważna astronautka A’20. Oczywiście, mogę ich sprowadzić z Kosmosu na Ziemię i Śląsk, ale nie gwarantuję, że zostaną tu entuzjastycznie przyjęci. Mogę jedynie ręczyć, że na razie nikt ich nie zje. Na razie. Takie czasy nastały. Na A’20 odbyła się długa narada zakończona komunikatem: O rzut kosmicznym beretem odkryliśmy planetę podobną do Ziemi, na której tubylcy są na etapie rozpalania ognia. Wracamy… coś zaskrzeczało, a potem usłyszałem kogoś śpiewającego w rytmie tanga „nil desperandum” (nie należy rozpaczać)… Pewnie znowu wpadli w kosmiczną burzę. Ale Pan Bócek ma ich w swojej opiece.

Niech próbują. O tej wyprawie pomyślałem prawie z zazdrością. No tak, a ja tu, na Śląsku, chciałem podsumować inicjatywę Zjednoczonych dla Śląska – i wyszło jak zawsze.

*William Szekspir

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 3

Dodaj komentarz »
  1. Schadenfreude – to najłagodniejsze podsumowanie powyższego felietonu kresowego rezydenta na Śląsku. Ma swoją satysfakcję, że śląskie ugrupowania dostały baty w polskich wyborach parlamentarnych. A przecież tak musiało się stać w świetle polskiego prawa wyborczego oraz w efekcie popapranej sytuacji wewnątrz byłej koalicji rządzącej.
    Ze śląskiego punktu widzenia trudno oczekiwać poparcia ze strony partii prezesa Kaczyńskiego. Jego wodzowska ideologia wyklucza jakiekolwiek działania o charakterze wolności regionalnej. Doświadczenia sprzed ośmiu lat nie nastrajały do optymizmu. A jego późniejsze wypowiedzi prezesa, pozbawiały wiary w radykalną przemianę jego osoby w otwartego demokratę i zwolennika samorządowej wolności i aktywności.
    Stąd dla każdego myślącego człowieka na Śląsku – z wyjątkiem gospodarza – jasnym było, że walka o fotele parlamentarne rozegra się tylko pomiędzy ugrupowaniami o charakterze ogólnokrajowym. Regionalne ugrupowania czy to na Śląsku czy gdziekolwiek indziej w Polsce nie miały szans w tym starciu. A decydowała o tym obowiązująca w Polsce ordynacja wyborcza, co gospodarz jako prawnik z wykształcenia i długoletni dziennikarz polityczny musiał wiedzieć. Stąd barwne opisy i rejtanowska narracja są tylko przykrywką do ukrycia nieskrywanej radości z przegranej regionalistów. Stało się po myśli redaktora Dziadula, który zawsze nam rzucał w twarz szlacheckie „liberum veto – nie pozwalam”.
    Smutne w tym jest tylko jedno – redaktor Dziadul podwileński kresowiak na Śląsku – dalej nie pojął, że to nie przegrywają śląscy „aborygeni”, a właśnie Polska, która dziesiątkami lat nie potrafi stworzyć skutecznego, obywatelskiego państwa prawa. Że centralistyczny sposób rządzenia garstki wszystko-lepiej-wiedzących z Warszawy, pozbawia ten kraj realnych szans rozwoju i stacza go na powrót do poziomu II Rzeczypospolitej – hurra patriotycznej ale nie nadążającej za sąsiadami, czego dowodem ogromna emigracja Polaków za pracą i lepszym życiem. Lepszym, aniżeli to co oferują nam wreszcie wolni polscy „politycy” wszystkich barw.
    Tak redaktorze! Z kogo się pan śmieje? Z siebie się pan śmieje!

  2. Serdecznie witam pana Redaktora i wszystkich czytelników Polityki!

    Bardzo się cieszę, że teraz – po blisko miesięcznej zwłoce – łaskawie raczył skomentować wyborczą katastrofę listy „Zjednoczonych dla Śląska”. Muszę wyznać, że bardzo mnie niepokoiło Pana milczenie, obawiałem się nawet, że doświadczył Pan nawrotu problemów kardiologicznych. Z tonu Pana artykułu wnioskuję jednak, że chyba dopiero teraz kończy Pan świętowanie katastrofy wyborczej komitetu „Zjednoczeni dla Śląska”. A może przy okazji świętował Pan też „odbicie” śląskich okręgów wyborczych przez PiS, do którego przyczyniał się przez ostatnich kilka lat jak tylko potrafił – bo przecież strasząc czytelników Polityki tymi przerażającymi Ślązakami dążył Pan do osiągnięcia, jak sądzę, dwa celów:
    1. Z jednej strony wpychał Pan z całej siły ludzi, których straszył Pan Ślązakami, w ramiona PiSu, który – jako jedyna słuszna, jedyna naprawdę polska partia – najlepiej zagwarantuje bezpieczeństwo RP przed tymi potwornymi zwolennikami przywrócenia Śląskowi autonomii z czasów II RP; lepiej nawet niż pewien tytan myśli politycznej, kicający po krzesłach, przyzywający szoguna, zwalczający jakiekolwiek śląskie aspiracje a w przerwach między tymi męczącymi zajęciami snujący plany „opylenia” Lasów Państwowych.
    2. Z drugiej strony zacierał Pan w oczach Ślązaków i ich sympatyków różnicę między PiS oraz PO (bo chyba wszyscy się zgodzą, że od czasu deklaracji „Tusku musisz” Polityka jest powszechnie uważana za tubę PO).
    Wie Pan, kiedy czytam w prawicowych portalach, że Polityka to tuba stronnictwa „pruskiego”, że jest zaliczana do pism nie tyle „głównego nurtu” co „głównego ścieku”, że w prasie popierającej PO pisują „presstytutki” to aż się nadziwić nie mogę, że w takim „szambie” (podkreślam: „szambie” wg „prawicowców”) zakwitła tak pięknym kwiatem Pana publicystyka, niczym biała lilia. 🙂

    Ale nie nadużywajmy cierpliwości czytelników Pana bloga moimi dywagacjami, zajmijmy się analizą Pana wpisu.

    Tytuł wpisu brzmi: „Zjednoczeni – poskromieni”… Tak, to prawda, komitet „Zjednoczeni dla Śląska” zaliczył gigantyczną klęskę wyborczą. Zastanówmy się, dlaczego pan Redaktor użył słowa „poskromieni”. Na ile znam język polski, czasownik ten zasadniczo stosowany jest do określania tresury dzikich zwierząt. Czyżby pan Redaktor dał podświadomie (?) upust swoim przekonaniom, że uważa członków i sympatyków wszystkich śląskich organizacji, które tworzyły w/w komitet wyborczy, za dzikie bestie? No ładnie, IV RP ledwo zaczęła wracać a już Ślązacy to nie tylko „zakamuflowana opcja niemiecka” ale wręcz dzikie bestie? Ciekawe, co wyczytamy na blogu pana Redaktora za kilka miesięcy. 🙂
    Kolejna konstatacja to taka, że zdaniem pana Redaktora nie ulega wątpliwości istnienie procesu „poskramiania” członków i sympatyków wszystkich śląskich organizacji, które popierały kandydatów tego komitetu wyborczego.

    „Dziwna, ciut wstydliwa cisza otuliła szczelnie niemiecki projekt (…)”

    Niesamowite – sam Pan zachowywał ciszę przez blisko miesiąc po wyborach parlamentarnych 2015, a następnie jakby nigdy nic udaje zaskoczonego i pisze, że ta cisza jest dziwna. 🙂
    A co do „niemieckiego projektu” – inicjatywa, jak chyba wszyscy wiedzą, wyszła od Ślązaków deklarujących narodowość niemiecką, którzy zaprosili na swoje listy przedstawicieli wszystkich śląskich organizacji. Projekt zatem jest zasadniczo projektem wszystkich śląskich organizacji a – moim skromnym zdaniem – o „niemieckim projekcie” mogą pisać wyznawcy pewnego przedstawiciela „inteligencji” żoliborskiej, który stanowczo nie daje się przekonać, że „białe jest białe a czarne jest czarne”…

    „Twierdzą, że porywają tłumy.”

    Doprawdy tak twierdzą? Mogę prosić o wskazanie źródeł (chociażby jednego), które potwierdzają, że przedstawiciele RAŚ tak twierdzą? Czy to może jakaś nie znajdująca potwierdzenia w faktach insynuacja? Owszem, frekwencja na Marszach Autonomii wzrosła przez 8 lat z ok. 300 osób do ok. 10 tys. osób; ale już wyniki wyborów do Sejmiku Woj. Śląskiego wyraźnie wskazały, że RAŚ „dostał zadyszki” przy około 100 tys. głosów. Trudno tu mówić o „porywaniu tłumów”, nieprawdaż?

    „Pomóżcie, poradźcie mi to zrozumieć!”

    Podtrzymuję tezę, że PiS zlikwiduje „wyjątek” wyborczy dla list kandydatów mniejszości – czy można czymś innym uwiarygodnić się w oczach swoich wyborców jako jedynie słuszne, polskie ugrupowanie? Co więcej, takie „igrzyska dla ludu” mogą zostać wykreowane praktycznie „od ręki”, w odróżnieniu od rzeczywistych sukcesów gospodarczych.
    Została zatem bezpowrotnie zmarnowana jedyna w dziejach po 1945 roku szansa, by w Sejmie RP przemówili w imieniu Ślązaków ludzie, którzy nie musieli przechodzić „filtracji” list wyborczych przez zarządy partii zmieniających się (po różnymi szyldami) przy „korycie” przy ul. Wiejskiej.
    Jakie mogły być tego przyczyny? Cóż, spróbujmy się zastanowić:
    1. Zarejestrowanie list tylko w 2 spośród 4 „śląskich” (terytorialnie) okręgów wyborczych.
    2. Zero kampanii wyborczej, brak jakiejkolwiek promocji kandydatów – idąc do lokalu wyborczego nie spotkałem ANI JEDNEGO plakatu „Zjednoczonych dla Śląska”, natomiast plakatów, bannerów itd. itp. kandydatów 2 głównych antagonistów naszej sceny politycznej – minimum 20 z każdej z tych partii.
    3. Zaskakująca cisza przed-wyborcza – nawet Pan, panie Redaktorze, zachowywał zaskakujące dla mnie milczenie, czytelnikom bloga pozostawiam rozstrzygnięcie czy było to spowodowane „kibicowaniem” czy bardziej obraniem taktyki „totschweigen” (zamilczania na śmierć).
    4. Bardzo zła sytuacja w górnictwie, skłaniająca wyborców do głosowania na partie(ę) obiecującą utrzymanie status quo. Cóż, wizja mieszkania w mieści zdegradowanym do poziomu np. Bytomia jest chyba wystarczającym argumentem? W końcu żyć za coś trzeba a dla wielu miast w GOPie niestety brak sensownej alternatywy dla przemysłu wydobywczego…
    5. Z drugiej strony strach przed PiS (wzmacniany jeszcze chociażby takim incydentem: http://www.24opole.pl/18930,Polityk_PiS_przerwal_koncert_niemieckich_piosenek._Tu_jest_Polska_.,wiadomosc.html) pchał wielu mieszkańców naszego regionu do głosowania na największego antagonistę PiS (wspomnę tutaj krótko, że moim skromnym zdaniem partia panów Kamińskiego i Dorna – PO – raczej nie jest faktyczną alternatywą).
    6. Paradoksalnie – dobór intelektualistów na kandydatów; znanych może wyborcom wykształconym, lecz niekoniecznie szeregowym wyborcom.
    7. Negatywny wydźwięk powrotu do koalicji z „ofermami”.
    8. Ogólne przesunięcie nastrojów społecznych związane z problemami migracyjnymi, kryzysem między Ukrainą a Federacją Rosyjską, forsowaniem przez zwierzchników „oferm” z centrali różnych rewolucji kulturalno-obyczajowych, taśmami kelnerów, …
    9. Last but not least – efekty trwającego przecież od ładnych paru lat medialnego linczu na RAŚu (czy jak kto woli – „poskramiania”).

    Latem wyraziłem domniemanie, że RAŚ zaczyna się uczyć reguł gry politycznej. Niestety, muszę się wycofać z tego przypuszczenia. Jak można było dopuścić do niezarejestrowania list w pozostałych okręgach wyborczych? W okręgu gliwickim uzbierano podobno ok. 5200 podpisów, co przy skrupulatnej kontroli (której przecież można było się spodziewać!) zaowocowało odrzuceniem listy. Jak można przystępować do wyborów kompletnie zaniedbując kampanię wyborczą? Brakowało pieniędzy? Na litość boską, nie można było tego ogłosić? Część członków i sympatyków na pewno nie poskąpiłaby jakiegoś zasilenia! Z mojego punktu widzenia osoby kierujące kampanią wyborczą dały popis indolencji i nieskuteczności, same zaś organizacje popierające ten komitet wyborcze – udowodniły straszną słabość organizacyjną. Chyba dostrzegł to również J. Gorzelik, lecz jako antidotum na słabość organizacyjną śląskich organizacji wymyślił – moim skromnym zdaniem – kompletnie chybione rozwiązanie: założenie kolejnej partii. Rezygnacja z formuły ponadpartyjnego stowarzyszenia na rzecz partii? Przy powszechnej alergii na partyjniactwo? Jak sobie wyobraża uzgodnienie spójnego programu? Czarno to widzę.

    Czy nie ma żadnego światełka w tunelu? Ku mojemu zaskoczeniu nie dostrzegł Pan innego komitetu o nazwie „Ślonzoki razem” (raczej komplementarnego wobec komitetu „Zjednoczonych dla Śląska”, nie korzystającego przy tym z jakichkolwiek przywilejów). Jeden z kandydatów tego komitetu do Senatu zdobył ponad 26% procent głosów w swoim okręgu (biorąc pod uwagę wyniki spisu „powszechnego” w tym okręgu, musiała na niego oddać głos więcej niż połowa wszystkich osób, które zadeklarowały narodowość śląską), zaś kandydat z Zabrza, do tej pory znany chyba tylko w kręgach artystycznych, zdobył kilkanaście procent głosów w swoim okręgu (przypominam, że w jego rodzinnym Zabrzu narodowość śląską zadeklarowało w spisie „powszechnym” jedynie ok. 5% mieszkańców). Ciekawe, nieprawdaż?

    Kolejne 6 akapitów Pana wpisu są dla mnie niezrozumiałe. Sugeruje Pan, że zwolennicy autonomii są oderwani od przyziemnej rzeczywistości? Mój Boże! A czego mieli się spodziewać po spadkobiercach tradycji wielokulturowej, wielonarodowościowej I RP, w której niejedna ziemia czy nawet nacja miały szerokie autonomie? Po spadkobiercach II RP, w której woj. Śląskie miało bardzo szeroką autonomię, która tak dobrze funkcjonowała, że nawet jej początkowi krytycy stawiali ją za wzór dla dalszych reform ustrojowych II RP? Autonomii – rozwiązania ustrojowego znakomicie sprawdzającego się również obecnie w zamożnych, demokratycznych krajach Europy Zachodniej? Czego mogli się spodziewać po ludziach aż zapluwających się od zachwytów nad I czy II RP? Oskarżeń o faszyzm, medialnego linczu posuwającego się do bezpodstawnych oskarżeń o knucie zagłady nuklearnej dla wszystkich mieszkańców RP, brutalnego mordu na zwolenniku przywrócenia autonomii niepokojąco zbiegającego się w czasie ze sformułowaniem przez niego postulatu przywrócenia autonomii? Chryste Panie! Być może członkowie i przewodniczący RAŚ zgrzeszyli ciężką naiwnością, sądząc, że przynajmniej większość obecnych mieszkańców RP to rzeczywiście spadkobiercy najlepszych tradycji I oraz II RP, kiedy przyziemna rzeczywistość wskazuje, że są raczej spadkobiercami niechlubnych tradycji endecji, ONRu czy nawet w skrajnych przypadkach „są po jednych pieniądzach” z tak wybitnymi polonizatorami Śląska jak chociażby S. Morel czy Cz. Gęborski… Jest Pan sceptyczny wobec możliwości przywrócenia autonomii Górnemu Śląskowi (czy chociażby obecnemu woj. Śląskiemu) do roku 2020? Ja też. Lecz nawet jeśli w Pana oczach jestem przez to kosmitą, to wolę być kosmitą pielęgnującym w sobie pamięć o najlepszych tradycjach I czy II RP i głoszącym ich chwałę – nawet jeśli nigdy nie uda się osiągnąć przywrócenia autonomii Górnemu Śląskowi, to szczepienie w obecnym społeczeństwie polskim pamięci o najlepszych tradycjach I czy II RP – wbrew powszechnej nagonce medialnej – jest moim skromnym zdaniem działaniem wystarczająco chlubnym, by warto było je podejmować.

    „Szef nie poddał się wyborczej weryfikacji, (…)”

    Dnia 14.08.2015 był Pan łaskaw napisać:
    „Jedni szepczą, że jest przez autonomicznych działaczy marginalizowany właśnie za manifestowanie antypolskości, a inni – że wzorem Jarosława Kaczyńskiego trzyma się w cieniu, aby nie drażnić (…)”
    Nie będę rozwijać tematu, że w trakcie dyskusji pod tym wpisem nawet nie próbował Pan podtrzymywać opinii, że J. Gorzelik jest „antypolski”. Jak wszyscy widzą, było wszem i wobec jasne, że J. Gorzelik nie będzie kandydować. Dlaczego? Utnijmy wszelakie spekulacje cytując przewodniczącego tego stowarzyszenia:
    „Wciąż podtrzymujemy to zdanie, osoby w trakcie sprawowania mandatu nie powinny startować w wyborach do parlamentu RP ani europejskiego. Przyjęliśmy uchwałę, że żaden radny RAŚ nie może kandydować, w przeciwnym wypadku będzie wykluczony z naszych struktur. Także ani mnie, ani moich kolegów z sejmiku śląskiego na listach wyborczych do parlamentu nie będzie.”
    Swoją drogą coś strasznie zacofani umysłowo ci kosmici, z którymi rozmawia Pan przez radio z zieloną lampką, skoro tego nie wiedzą, nieprawdaż? 🙂

    „To może spróbujemy wylądować w Katalonii?”

    Jerona! Ślązacy zakamuflowaną opcją nie tylko niemiecką ale jeszcze katalońską? 🙂 Pan chyba chyba jeszcze nie zakończył świętować, a może w trakcie świętowania zażywał środki dużo mocniejsze niż wodne roztwory roztwór C2H5OH 🙂 🙂
    A może… to ciąg dalszy „poskramiania” Ślązaków poprzez insynuowanie, że ci „kosmici” tak naprawdę dążą do oderwania… Katalonii od Hiszpanii? 🙂 Bo chyba nie powtarza Pan bezkrytycznie bezpodstawnych oszczerstw, jakoby RAŚ to byli jacyś separatyści? Przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie może dopuścić do siebie myśli, by taki tuz polskiej publicystyki jak Pan, panie Redaktorze, wysuwał czy chociażby bezrefleksyjnie powtarzał takie oskarżenia nie mając ku temu wiarygodnych dowodów? 🙂

    „Mogę jedynie ręczyć, że na razie nikt ich nie zje. Na razie.”

    Ładnie, ładnie. Tylko jak po takich enuncjacjach – i to z ust osoby tak dobrze ustosunkowanej w strukturach władzy jak pan Redaktor – można wierzyć, że zamordowanie burmistrza Zdzieszowic nie miało żadnego związku ze sformułowaniem przez niego przywrócenia Górnemu Śląskowi autonomii (i to tylko gospodarczej)?

  3. witam,
    rewelacyjny artykuł, prosimy o więcej 🙂

css.php